Napisane przez: annajamaica | Wrzesień 5, 2013

Zdetronizowany Król – czyli co nieco o Asafie

Na początku sierpnia świat żył lekkoatletycznymi zmaganiami. Na arenie zabrakło byłego rekordzisty w biegu na 100m. Do niedawna to o nim i aferze dopingowej trąbiły wszystkie stacje informacyjne. Pechowiec, Asafa Powell.

…. kilka lat temu…Kingston….

Łagodnie wchodzę w ostry zakręt koło pralni Spic ‚n Span i jadę w dół Lady Musgrave Rd. Od bramy wjazdowej dzieli mnie kilkadziesiąt metrów. Zwalniam. Włączam kierunkowskaz i wykonuję manewr. Uff…całe szczęście, że jechałam w tempie spacerowym, bo musiałabym teraz gwałtownie zahamować. Brama była otwarta, co mylnie zinterpretowałam jako ślad po czyimś wcześniejszym wjeździe. Do bramy, z wnętrza posesji napierał mały stary kanciasty czerwony samochód. Zauważywszy mnie, kierowca czerwonego autka najpierw zatrzymał się, po czym cofnął dając mi pierwszeństwo wjazdu.

Mijając czerwone auto podziękowałam, a przez uchylone okno rzuciłam krótkie ‚thanks’ w stronę kierowcy. Kurcze, ale gościu mi kogoś przypomina – pomyślałam sobie. Wygląda jak Asafa- w mili czy nanosekundach myśl ta przemknęła mi przez neurony. Wszystko to co odgrywało się w moich zwojach można było wyczytać z mojej twarzy, od pionowej zmarszczki między brwiami zdradzającej szperanie w zakamarkach pamięci do uniesionych brwi nagłego olśnienia. Tak, to on! Z wyrazem twarzy wyrażającej radość ze spotkania dawno niewidzianego dobrego znajomego, i z uśmiechem, powiedziałam: Heey, hello, how are you? Asafa zaśmiał się tylko lekko i odpowiedział: Hey, ok. On odjechał tym antycznym pojazdem swojego kolegi, który zamieszkiwał nasz kompleks, a ja zaparkowałam i poszłam do domu.

Niestety, nie mogłam pozwolić sobie na wejście smoka. Zanim otworzyłam kłódkę, kratę drzwiową, wreszcie same drzwi, trochę czasu upłynęło. Efekt dramatyczny był zatem znacznie opóźniony i mniej efektowny, bez możliwości wparowania do domu z impetem. Ale, gdy szybko kopnęłam w kąt klapki, weszłam do pokoju, oparłam się o ścianę i z teatralnym gestem godnym latynoskich oper mydlanych uniosłam rękę i przyłożyłam do czoła. Zaczęłam deklamować…

o bosze o bosze kogo ja właśnie spotkałam, nie uwierzysz…no zgadnij, zgadnij, nie zgadniesz. Wiesz, chce wjeżdżać do bramy, a w tym samym czasie….– tu następuje opis wyżej zaistniałej sytuacji, oczywiście opowiedziany pod odpowiednio wysokim ciśnieniem emocjonalnym. Mąż powstrzymuje uśmiech, przewraca oczami..no nieeee no niee – wypowiada podłapane ode mnie wyrażenie. Ale to wszystko część naszej gry. Ja odgrywam rolę europejki histeryzującej na widok znanych postaci, po to by mąż miał o czym opowiadać rodzinie, dodatkowo koloryzując i dopowiadając. Wystarczy tylko, że spojrzę na znaną postać w jego obecności, by on krótko potem zadzwonił do siostry i zaczął relację od..ty wiesz co Ania zrobiła….

A niech mają trochę rozrywki, bo Jamajczycy nie wiedzą co to kult gwiazd. Jak wyraził się niedawno zasłyszany w sportowym studio BBC były mistrz i reprezentant Kanady- a z pochodzenia Jamajczyk – Donovan Bailey (notabene obok którego stałam raz po mięso w Scotchies w Montego Bay) że każdy Jamajczyk na swój sposób czuje się gwiazdą. To bardzo trafne określenie i tłumaczy ono jamajskie podejście do celebryt – myślą: ‚ot to taka sama gwiazda jak i ja’.

Tylko na Jamajce można natknąć się wysiadając z auta na byłego Ministra Edukacji np, który z reklamóweczką i w domowych laciach wraca do swojego pojazdu zaparkowanego tuż obok, i odebrać to jako oczywistość. No w sumie, wielka mi rzecz. Minister też człowiek. Ale ale, ja jadę jak na jamajskich nieoznakowanych drogach, zbaczam, z tematu.

Tak naprawdę, prędzej czy później na Asafę w Kingston natknąć bym się musiała, bo o tym, że nasz kompleks zamieszkiwał kolega Asafy nie omieszkał donieść nam nasz kingstoński sąsiad -krótko po naszym wprowadzeniu się. Swoją drogą to sąsiad ten już od lat dopomina się, by tu o nim napisać, taka postać!

Jednak oprócz tego kingstońskiego zdarzenia, na Asafę natknęliśmy się z mężem kilka lat wcześniej będąc na zakupach w Mega Marcie w Montego Bay. Było to krótko po tym jak Asafa ustalił nowy rekord świata.

Mąż: widzisz tych dwóch gości? Ten wyższy to Asafa.

Ja, spostrzegawcza jak zawsze: co? Co? Gdzie? – kręcąc głową we wszystkie strony.

Mąż przewracając gałami: jak zwykle, zero dyskrecji, szpieg byłby z ciebie żaden.

No a po zakupach jechaliśmy nawet za jego bryką. A skąd wiedzieliśmy, że jego? Bo na tablicy rejestracyjnej było: WR 9.77.

Dojeżdżając do świateł ustawiliśmy się równolegle do Asafy, jak na bieżni.

Mąż mnie podpuszcza: pomachaj mu.

Ja: co on tam zobaczy przez te zaciemnione szyby. Ale ja szelma, myślę sobie, zachowam się skandalicznie. Z uśmiechem od ucha do uch pomachałam, wychylając się z siedzenia pasażera.

Mąż, patrząc na mnie ze zgrozą: przecież ja żartowałem.

Ja: e tam, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jakie twoje życie byłoby nudne beze mnie?

Łatwo się domyśleć co stało się gdy dotarliśmy do domu…tak tak, telefon do siostry …ty wiesz co Ania zrobiła?…

Nie no, przeznaczenie jakieś czy fatum, czy jak tam to zwał, ale na Asafę miałam szczęście. Czego nie mogę np. powiedzieć o Usainie. Kolejny raz na Asafę natknęłam się na, że tak powiem, zakładowej imprezie w 2010 roku. Towarzyszył on swojej ówczesnej dziewczynie, wice-miss Universe Yendi Phillipps, na naszym mini pokazie mody, na który zaprosił ją mój były szef a jej agent.

asafa i yendi

asafa i yendi2

Byli obecni na tyle długo, że zdążyłam cyknąć im zdjęcie i wróciłam za kulisy. Pamiętam, że byłam ‚zbulwersowana’ nowym imidżem Asafy, przyszedł łysy ale ze skulkowaną brodą. Wyglądał jak raggamuffin.

Asafa chyba od zawsze, tj. od momentu wypłynięcia na szerokie wody międzynarodowego uznania, cieszył się popularnością u damskiej części jamajskiej publiczności. Bo niby taki słodki.

Raz byłam świadkiem pewnej sytuacji. Było to w punkcie sprzedaży strojów kąpielowych pt. Mushroom na Crossroads w Kingston, rok bodajże 2011… Czekam aż będę obsłużona, a dla zabicia czasu oglądam jakiś mityng lekkoatletyczny transmitowany w tv. Trzeba bowiem wiedzieć, że telewizor to niemalże obowiązkowy element wyposażenia wnętrz użyteczności publicznej na Jamajce. Telewizory są w bankach, urzędach podatkowych, fastfoodach, sklepach – wszędzie tam gdzie istnieje zagrożenie kolejki i zniecierpliwienia petentów, a co za tym idzie zagotowania się i tak już gorącej jamajskiej krwi. Telewizja rozładowuje napięcie i sprawia, że czekanie tak nie doskwiera. No więc patrzę jak do biegu na 100m przygotowują się biegacze, w tym Asafa i Usain. Kobitki w sklepie zebrały się przy telewizorze. Gdy atleci wybili się z bloków startowych to komu kibicowały? Asafie. Usain jest zbyt przewidywalny.

Tę przychylność płci pięknej w stosunku do Asafy wykorzystało wydawnictwo Jamaica Observer udostępniając mu kolumnę w sekcji kobiecej zatytułowaną ‚Zapytaj Asafę’. Oto przykład.

Spróbujmy jednak dotrzeć do korzeni, pochodzenia i początków kariery.

Mimo, iż Asafa pochodzi z rodziny, w której każdy z jej członków był ze sportem związany (zarówno rodzice jak i bracia), to w początkowej fazie rozwoju – na poziomie szkoły średniej, nie zanotował on zwycięstw czy spektakularnych wyników. I gdyby nie wprawne oko trenerskie, które wypatrzyło w nim talent wymagający szlifu, to kto wie.

Asafa wychował się na wsi, niedaleko Linstead i Ewarton, w bardzo religijnej rodzinie.

charlemont high

Charlemont High – liceum do którego uczęszczał Asafa. W tle mural z Asafą.

Rodzice są pastorami. Taka kombinacja otoczenia i wychowania wpłynęła na osobowość Asafy, który jest raczej typem spokojnym, żeby nie powiedzieć nieśmiałym. Według niektórych ma to przełożenie na rozwój czy też upadek jego kariery. Od momentu nieudanych występów, każdy kolejny start unaoczniał lęk. Na twarzy Asafy wyraźnie dało się zauważyć nawet nie koncentrację czy stres, ale właśnie niepokój. Dobry start, rozglądanie się na boki, i kątem oka zauważony zbliżający się rywal wystarczał by destrukcyjnie zadziałać na jego podświadomość i przegrany sprint. Do rangi legendy wręcz urosły jego ‚strategiczne’ kontuzje. Gdy ocierał się o podium, rwał się jakiś mięsień. Większość agresywnych sprinterów w takich momentach próbuje wycisnąć z siebie niemożliwe, byle nie dać się pokonać albo by prześcignąć rywala. Asafa jakby zastygał.

Oczywiście nie uszło to uwadze mojej jamajskiej rodziny. Szwagier (ten od Szwagierki Nr1) przechrzcił Asafę na ‚groiny’ co na polski dałoby się przełożyć jako ‚pachwiniak’, to od częstych kontuzji pachwiny. A psychologiczna blokada uniemożliwiająca mu przyśpieszenie w najważniejszych momentach biegu doczekała się wyrażenia: ‚im freeze up, de man freeze up’ – zamarzł, zakrzepł, zaciął się. Swego czasu krążyła nawet plotka, że brak wyników to wina kobiety, że to Yendi ma na niego taki fatalny wpływ, jaki Brooke Shields miała na Andy Agassiego. No przecież gdzieś przyczyna leżeć musiała.

Insynuuję, iż Yendi widać zmęczyły częste niedomagania pachwiny partnera bo jej związek z Asafą to już historia. Yendi związała się z muzykiem Chino z którym doczekała się potomka. A Asafa związał się z atrakcyjną prezenterką jamajskiego programu ‚Fi wi choice’ Amitą Webb i od niedawna również i on jest rodzicem.

By przybliżyć kibicom sylwetkę Asafy a może także by ocieplić jego wizerunek, jamajski dziennik Gleaner opublikował w ubiegłym roku artykuł o intrygującym tytule: ’10 faktów z życia Asafy, o których nie wiedziałeś’. Oto wyniki gleanerskiego wywiadu:

Asafa,

  1. Każdej nocy zasypia przy włączonym telewizorze.

  2. Jest osobą nieśmiałą, która szybko się nudzi.

  3. Ma swoje ulubione potrawy, którymi są: kurczak i frytki.

  4. Czuje się niekomfortowo w obecności wielu osób.

  5. Niełatwo wpada w gniew.

  6. Nauczył się (widać niedawno skoro o tym wspomniano w artykule) i uwielbia przyrządzać narodową potrawę Jamajki, ackee z solonym dorszem.

  7. Jego ulubiony kolor: niebieski. Ale gdyby mógł nosiłby codziennie zwykły biały podkoszulek.

  8. Kocha zwierzęta.

  9. Woda to zdecydowanie nie jego żywioł. Przyczyna? Nie potrafi pływać.

  10. Chodzi spać z kurami, każdego wieczora, punktualnie o 20:00. O ile nie jest zmuszony przez towarzyskie zobowiązania do tego by o tej 20 -tej jeszcze nie spać.

Gdy gruchnęła wieść o dopingu Asafy, moją pierwszą reakcją było niedowierzanie. Asafa? Doping? Wolne żarty. No a jednak. Miejsce niedowierzania zajęło lekkie oburzenie, ‚no zgłupiał? Taki zdesperowany był czy co’? Kolejne wiadomości dostarczały co raz to nowych szczegółów, z których wynikało, że głównym winowajcą był świeżo zatrudniony kanadyjski trener, u którego znaleziono pokłady zakazanej substancji, jakieśtam suplementy. Ale czy na pewno to on ponosi pełną winę? W komentarzach jamajskiej prasy przewijało się pytanie, ‚jak ktoś o tak wątpliwej reputacji mógł wejść w skład ekipy trenerskiej bez porządnego sprawdzenia i to na kilka miesięcy przed Mistrzostwami świata?’ Wystarczyło mu tylko to, że wylegitymował się zagranicznym paszportem? Gdzieś nastąpiło zaniedbanie albo wyspiarska beztroska, ślepe zaufanie, że to co zagraniczne jest lepsze?

Kilka dni po wybuchu dopingowej bomby mąż mówi:

Wiesz, na przerwie w pracy słuchałem Power 106 FM. Jakiś doktor się wypowiadał, że te całe suplementy to trochę lenistwo dietetyków w ekipie trenerskiej, bo to wszystko czego atleci potrzebują znajduje się w produktach żywnościowych. Tyle że taki jeden z drugim dietetyk musiałby się nieźle nagłówkować żeby opracować sportowcowi odpowiednią dietę, by z pożywienia pobierał to co jest mu potrzebne a nie z chemicznie wypreparowanych suplementów. (szukałam tego wywiadu, niestety nie udało mi się do tej pory namierzyć)

Jak zwykle, ja tam się nie znam. 🙂

Żal patrzeć na zmartwionych rodziców Asafy. Wierzą w niewinność syna, ale wyrokują definitywny koniec jego kariery.

Kanadyjskiego trenera zatrzymała włoska policja, a na Asafę nałożono sankcje w postaci zakazu startów w imprezach lekkoatletycznych na dwa lata.

Jego kariera przed aferą i tak nie rysowała się różowo, ale to wydarzenie może stać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Pożyjemy zobaczymy.

Reklamy

Responses

  1. uwielbiam twój blog wielki big up dla Ciebie 🙂 zapraszam na mojego bloga;)http://sercemjamajka.blog.pl/ pozdrawiam gina

    • A dziękuję, miło mi.
      Podziwiam, gratuluję odwagi!
      Pozdrawiam również.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: