Napisane przez: annajamaica | Lipiec 20, 2013

‚Samotni Londyńczycy’

 …W pewien ponury zimowy wieczór gdy Londyn, spowity gęstą nieziemską mgłą, wydawał się wyjątkowo nierzeczywiście obcy, Moses Aloetta niechętnie opuścił swój wynajmowany pokój i wsiadł w autobus nr 46, kierunek Waterloo. Na stacji miał go odnaleźć, wyposażony jedynie w pobieżny rysopis, kolega kolegi. Moses utyskuje na przenikliwe zimno i swoje miękkie serce, ale czegóż to nie robi się dla rodaka, który cumuje w odległej Macierzy… Jest rok 1952.

 Tak po krótce zaczyna się powieść Sam’a Selvon’a pt. ‚Samotni Londyńczycy’ (‚Lonely Londoners’), traktująca o pionierach brytyjskiej powojennej imigracji z Indii Zachodnich (oraz Afryki). Do Macierzy, tzw. ‚Mother Country’, przyciąga obywateli koronnych kolonii przekonanie, powtarzane zazwyczaj na Jamajce, że ‚pieniądze rosną na drzewach’. Z nadzieją w sercu, lekką odzieżą w walizce i niewielką gotówką obywatele brytyjskich zamorskich posiadłości tłumnie przybywają do Anglii. Okazuje się jednak, że nie jest jak ‚u Mamy’; jest szaro, buro, ciasno, zimno i wrogo. O pracę wcale nie tak łatwo, a gdy już się ją ma – najczęściej w jakiejś fabryce, to za stawkę niższą niż rodowici Brytyjczycy (czyt. biali).

okladka

Czytamy, iż liczna imigracja wyspiarzy rodem z Karaibów określana jest przez Brytyjczyków mianem inwazji, czyli coś groźnego czego się obawiają. Temat imigracji szeroko dyskutowany jest podczas obrad parlamentarnych, bez konsekwencji legislacyjnych póki co. Prasa odważniej komentuje zaistniałą sytuację sugerując jednocześnie ukrócenie imigracji.

Szacuje się, iż w roku 1952 tereny Zjednoczonego Królestwa zamieszkuje 40 tysięcy obywateli Indii Zachodnich. Jednak Brytyjczycy nie rozdrabniają się na wysepki, dla nich każdy to Jamajczyk.

 Nowo przybyli bardzo szybko przekonują się, że kolor ma znaczenie. Autor nadaje kolorowi białemu i czarnemu metaforyczny wydźwięk. Kolor czarny ulega wręcz personifikacji. Kilkakrotnie na kartach powieści pojawia się biała chusteczka. Czytelnikowi pozostawiam interpretację tego symbolu, o ile pominie on przedmowę, w której kilka ważnych motywów, w tym wspomnianej białej chusteczki, jest omówionych.

Skoro już zahaczyliśmy o rasizm. W powieści mamy akcenty polskie!  …Właścicielem książki, którą przed migracją zaczęłam czytać a skończyłam na miejscu, jest ma się rozumieć szanowny małżonek. ‚Samotni Londyńczycy’ było jego lekturą szkolną. Książka nie ma żadnych adnotacji, notatek na marginesie, ani nawet jednego roga. Dlatego wertując kartki nie mogłam nie zauważyć jedynego podkreślenia,… ręka proroka zaprawdę powiadam wam:

polski akcent

W powyższym fragmencie mowa o kawiarni, której właścicielem jest Polak, i  gdzie nie obsługują kolorowych. Obywatele kolonii w najlepszym razie odbierają takie zachowanie ze strony imigrantów z Europy ze zdziwieniem. To oni – europejscy imigranci- są językowo i kulturowo obcy, a obywatele kolonii wychowani w kulcie Macierzy, uważają że mają większe prawa do tego co Wielka Brytania ma do zaoferowania. Po krótkim pobycie w Macierzy wielu czuje gorycz, ale też i przyzwyczaja się do uprzedzeń. A gdy do tego w sklepach można wreszcie znaleźć znajome produkty, to już krótka droga do tego by stworzyć namiastkę domu.

W takiej oto atmosferze lat 50-tych śledzimy losy grupki mężczyzn, którzy przybyli do Królestwa z różnych wysp w jednym celu – znalezienia pracy. I tak mamy:

  • z Jamajki Tolroy’a wraz z całą rodziną, bo bez ostrzeżenia, zwiedzeni wizją wysokich zarobków gdy przeliczyli sobie na jamajską walutę ileż to Tolroy zarabia, przybyli. Biedny Tolroy pewnego dnia w swoim wynajmowanym pokoju musiał zmieścić mamę, babkę, siostrę z mężem i dwójką dzieci.

    Z jamajki pochodzi również niejaki Harris, który jest bardziej angielski od samych Anglików.

  • Z Trynidadu: Moses, który jest narratorem powieści i osobą scalającą grupę.

    Następnie Henry Oliver, bardziej znany jako sir Galahad, biologiczny ewenement, któremu zimno latem a ciepło zimą.

    Big City, weteran, jakoś wiążący koniec z końcem ojciec kilkorga dzieci i mąż angielskiej żony.

  • Five Past Twelve, hebanowy mieszkaniec Barbadosu. A skąd taki przydomek? …rozwiązanie znajdzie się w książce.

W tej grupce wyspiarzy znalazło się również miejsce dla przybysza z Nigerii. Captain, lub po prostu Cap – nieuleczalny kobieciarz, postać ciekawa ze względu na swój wybitny talent oszusta-naciągacza.

Historyczne tło powieści jest interesujące, a losy bohaterów opowiedziane są z humorem. Natomiast język powieści jest faktorem, który nieco zakłóca płynne ślizganie się po kartkach lektury. Dla autentyczności, autor posłużył się trynidadzkim patois. Zdania najeżone są niepoprawnymi formami gramatycznymi i tworami typu:

  • ‚this is the way the weather does be in the winter?’

  • how it does be?

  • He had was to get up

  • You best hads get it for me

  • we is

    etc. etc. etc…

 Jak na Anglię przystało, tematem numer 1 analizowanym dogłębnie jest pogoda, która sinusoidalnie wpływa na samopoczucie oraz na relacje międzyludzkie – dołek zimą, upbeat latem. Londyńska pogoda to poniekąd ukryty bohater powieści. Autor poświęca temu aspektowi sporo uwagi, oddając doskonale ciężką przytłaczającą atmosferę zimna i beznadziei, kontrastując ją z letnią lekkością i ciepłem radością i optymizmem.

Po lekturze ‚Samotnych Londyńczyków’, ci którym dane jest w Londynie mieszkać być może spojrzą na swoje miasto okiem świeżego migranta albo spróbują umiejscawiać bohaterów książki w konkretnych punktach metropolii. Jak ja, gdy po raz pierwszy zatrzymując się na stacji Charing Cross, pomyślałam sobie…’o to tu Sir Galahad umówił się na randkę’, albo gdy podczas wizyty w Regent’s Park lustrowałam ptactwo wspominając wygłodniałego Sir Galahada, który upolował sobie gołąbka….

 Powieść Sam’a Selvon’a dostępna jest w księgarniach WHS na dziale pt. ‚Black Interest’.

okladka-tyl

Reklamy

Responses

  1. Hej sprobuje znalezc ta ksiazke gdzies. pozdrawiam z lozanny!

    • Dziękuję, ja również zasyłam, z Lądka.

  2. Genialny blog… jestem oczarowana tym jak piszesz, co piszesz, o czym piszesz… Wszystko wydaje się być takie ‚normalne’ nie wyimaginowane na potrzeby publiki – piszesz jak jest, dużo dużo. Moim marzeniem jest wyjazd na Jamajkę, ale nie na zorganizowaną wycieczkę tylko na przygodę bez żadnego konkretnego planu:)pozdrawiam 🙂

  3. aha, i małe sprostowanie…książkę można znaleźć w księgarniach Waterstones, coś mnie się pokićkało.

  4. Ja tez lubie twojego bloga a na takim wypadzie na jamajce bylam w tym roku, natalii polecam treasure beach, z daleka od turystow

  5. Hej hej hej! Miesiąc temu wróciłam z wyprawy życia – udało mi się odwiedzić Jamajkę na ponad 2 tygodnie. Treasure Beach to była baza wypadowa i dosłownie……..rozpływam się na wspomnienia o tym. Było cudnie. Jamajka skradła moje serce i napewno prędko tam wrócę.

    Warto mieć marzenia!

    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: