Napisane przez: annajamaica | Wrzesień 30, 2012

Devon House – za kulisami

Devon House to oaza zieleni i prawdziwa perła pośród morza betonu i architektonicznej nudy stolicy.

Powstał w 1840 roku na zlecenie Georga Stiebel’a, pierwszego jamajskiego Czarnego milionera.
George był synem jamajskiej pokojówki i niemieckiego Żyda. Fortunę, dzięki której powstała ogromna i podziwiana do dzisiaj rezydencja, Geroge zbił na wenezuelskim złocie. Oprócz Devon House, George wszedł w posiadanie 98 innych posiadłości, nie tylko w Kingston. Podobno w owym czasie nielegalnym było posiadanie setki.

Odrestaurowany w latach 60-tych XX wieku cały majątek Devon House wciągnięty został na listę zabytków dziedzictwa narodowego Jamajki. Sam dom przekształcono w muzeum, dostępny do zwiedzania codziennie oprócz niedzieli (bilet wstępu jmd 700, przynajmniej do niedawna). Ciekawe wnętrza i ich wystrój posłużyły nie raz za tło sesji zdjęciowych jak choćby w przypadku kolekcji Lubicy i Tami Chyn: Anuna  czy Miss Jamajki z roku 2011, Danielle Croskill.

Front domu to pocztówkowa wizytówka Kingston.
Przylegający doń park jest np. plenerem w wideoklipie do utworu Etany,

Dla zwykłych mieszkańców stolicy jednak, park to przede wszystkim ulubione miejsce do spędzenia niedzielnego późnego popołudnia czy wieczoru.
Widać całe rodziny, grupy nastolatków.

Jak wiadomo, na wizerunek ma wpływ to co dzieje się za kulisami. Devon House swego czasu zatrudniał pokaźną służbę. Pomieszczenia dla służby jak i osobny budyneczek kuchni znajdowały się właśnie na tyłach domu.
W budynkach niegdyś zajmowanych przez służbę obecnie znajdują się sklepiki z pamiątkami oraz obiekty gastronomiczne.

widok na winiarnię

Taras domu to część znanej restauracji o nazwie, nomen omen, ‘On the Terrace’.

Oprócz tej, ale już nie w obrębie domu, jest jeszcze niedawno otwarta restauracja włoska, której właścicielem jest para jamajsko – włoska. Jest także sklepik z lokalnymi wyrobami czekoladowymi, których jednak nie spróbowałam bo ceny są śmiesznie wysokie, np. 85jmd za jedną czekoladkę!
Jest wreszcie winiarnia, ‘Bin 26’, gdzie można posiedzieć przy lampce dobrego wina i lekkiej zakąsce.

No i dochodzę do dwóch najważniejszych dla mnie lokali. Pierwszy z nich to słynna na całą wyspę lodziarnia ‘ Devon House I Scream’. Lody pod tą nazwą są sprzedawane w różnych punktach również na terenie całego kraju a nie tylko w stolicy.

Lista smaków jest pokaźna. Myślę, że devońskie lody dorównują a może nawet i przewyższają smakowymi doznaniami lody włoskie. Są przyjemnie kremowe z wyraźną nutą smakową oraz kawałkami orzechów, ciastek, rodzynek, chrupek – o ile w wybranym smaku te dodatki się znajdą. No i porcja jest duża. Na pierwszy raz radzę zamówić tzw. ‘single cone’ ( albo single scoop, cena jmd 200) – czyli pojedynczy smak. Dostaniemy wtedy na wafelku sporawą górkę lodu. Nie ma tu gałek. Nakładający loda będzie gałkownicą albo łopatką tak długo szuflować aż utworzy sporych rozmiarów lodową górkę.
W kingstońskiej lodziarni obowiązuje pewien system.
Najpierw podchodzi się do kasy, składa zamówienie i płaci. Następnie kasjerka wydaje paragon oraz plastikowy względnie tekturowy prostokącik z numerkiem.
Po odejściu od kasy przechodzi się na stronę z lodówkami. W lodówach stoją plastikowe wiadra z zamrożonym boskim nektarem.

Z numerkiem i paragonem czeka się aż nakładacz/ka wywoła nasz numerek, a gdy tak się stanie podchodzimy podając numerek i paragon. Paragon informuje, najczęściej panią, na jaki wafelek i ile ma nałożyć. Pyta o wybrany smak, przedziera paragon i podaje go nam z powrotem. Ładuje, ładuje, wreszcie podaje loda wraz z serwetką i życzeniem smacznego. Wychodzimy innymi drzwiami niż tymi, przez które weszliśmy. Bardzo to ważne, bo bywają pory i dni kiedy lodziarnia przeżywa prawdziwe oblężenie. System usprawnia wtedy cały proces.
Można usiąść na ławce i w ładnym otoczeniu dokonać konsumpcji.

Lód o smaku mango.

Drugim z lokali, który nawiedzam, jest dawny budynek kuchni, a obecnie piekarni – Devon House Bakery.

Chleba w nim nie dają, tylko słodkości, różne ciasta i ciastka. Ale największy chyba utarg piekarnia ma ze sprzedaży najpopularniejszej na Jamajce przekąski jaką jest patty.
Dzięki sprzedaży patty, ruch w piekarni intensywnieje wraz ze zbliżaniem się pory lunchu.
Ja, oprócz patty, najczęściej zamawiam brownie albo któryś z puddingów.
W piekarni istnieje odwrotny do lodziarni system. Najpierw składa się zamówienie a dopiero potem przechodzi do kasy, płaci i odbiera pakunek.

Najlepiej wybrać się do Devon House w tygodniu dopołudnia. Wieczorami bywa tam tłoczno.
Pustkami zaś świeci w niedzielne poranki, bo ludzie albo jeszcze śpią albo są w kościele.
Najgorszym pomysłem jest wybranie się na lody w niedzielny wieczór. Kolejka ciągnie się jak za komuny ogonek za papierem toaletowym.

czasem kolejka zakręca i zaczyna się w miejscu gdzie widoczny na zdjęciu jest cien drzewa

Dlatego też w niedziele bywa otwierana dodatkowo budka znajdująca się na terenie parku od frontu. Kolejka też jest, ale już o połowę mniejsza.

Czasem w tygodniu trafi się niewielki autokar z turystami, są to najczęściej Amerykanie albo Niemcy.

To ja zmykam, lecę na loda póki jeszcze rano i nie będzie tłoku. Jaki smak dziś wybrać?
kawowy…? rumowo-rodzynkowy…? karmelowo-pralinkowy…? a może guava?
Reklamy

Responses

  1. 🙂 Rumowo- rodzynkowy mniam.

    • zapomniałam jeszcze dodać, że jest smak o nazwie Devon stout, piwny. Jedyny smak, który nie przypadł mi do gustu, ale dla piwoszy idealny.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: