Napisane przez: annajamaica | Wrzesień 5, 2012

O Du(pp)chach

Przy okazji artykułu o Catadupa postanowiłam podrążyć temat. Właściwie to tym wpisem chyba go wyczerpię. Bo oprócz Catadupa, na Jamajce są jeszcze inne ‘duppy’. I podwójne p nie jest tu bynajmniej błędem w pisowni.

‘Duppy’  w jamajskim języku znaczy duch.
Jeśli chodzi o wymowę, to odsyłam do lekcji nr.2.
W jamajskim ‘u’ wymawia się jak ‘o’, więc duppy brzmi następująco: dopi

MOST

Niedawno mieliśmy silne deszcze, w związku z huraganem Isaac, którego trajektoria lotu przebiegała na północ od wyspy. Zahaczyły o nas chmury deszczowe na obrzeżach huraganu. Nastąpiły lokalne podtopienia i osunięcia ziemi. Jak zazwyczaj w przypadku ulewnych deszczów, tak i tym razem zamknięto popularną drogę łączącą Kingston z północą. Osuwiska głazów oraz zalanie mostu zwanego ‘Flat Bridge’ w Bog Walk to deszczowa rzeczywistość.

Nazwy miejsc i obiektów na Jamajce często bywają dosyć praktyczne i dosłowne w swoim znaczeniu. Wspomniany Flat Bridge (Płaski Most) jest faktycznie płaski. To raptem jedna nitka drogi nieznacznie tylko wystająca ponad poziom rzeki. Ruch na moście odbywa się wahadłowo.
Gdy rzeka wzbiera, robi się nieciekawie.
Wogóle, gdy przejeżdża się przez most, czuje się jakoś… dziwnie. Nie można sobie na tym moście pozwolić na błąd, bo wyląduje się w rzece.

Ileż to razy słyszałam od ludzi, że przejeżdżając przez Flat Bridge….czują że rzeka ich woła. Mąż twierdzi, że nigdy nikt i nic go z rzeki nie wołało, ale nie lubi przez płaski most jeździć i już, szczególnie nocą. Za to nie raz mi opowiadał, jak to jego przyjaciela zawsze rzeka do siebie przyzywała. No ale przyjaciel ten znany jest z tego, że lubi przesadzać, więc traktuję jego opowieści z przymróżeniem oka.

Jakiś czas temu kilkakrotnie przejeżdżałam przez most z panią inspektor szkolnym, która za każdym razem mówiła coś w stylu: ‘no sah, some duppy in yah. me nah like drive tru di place yah- nie, coś tu się musiało stać, jakiś duch tu krąży. Nie lubię tędy przejeżdżać’. I wysłuchiwałam za każdym razem, jakie to zawsze ona ma dziwne odczucia jak tędy jedzie, i jakoś tak jakby chciała skręcić w rzekę.

Poszperałam więc tu i ówdzie i doszukałam się informacji o tym jak ów most zbudowano. Powstał już w czasach kolonialnych, zbudowany przez niewolników. Jakimś dekretem postanowiono, że właściciele 16 okolicznych plantacji mieli wysłać co 50-tego niewolnika do budowy drogi rzecznej i mostu. Drogę wykuwali w skale. Wielu niewolników straciło przy tej pracy życie, zwłaszcza przy budowie mostu. Wielu niewolników utonęło. I stąd to wołanie rzeki. Podobno raz do roku w południe, w okolicach płaskiego mostu gromadzą się duchy niewolników, którzy utonęli przy jego budowie…..

DRZEWO

Pork Pit w Montego Bay to grilownia. Całkiem dobrze mięso przyrządzają. Jak doskonała większość tutejszych lokali, je się na wolnym powietrzu. Jest tam jedno szczególne miejsce. Stoliko-ława ustawiona jest przy olbrzymim drzewie.

Niesamowite jest to drzewo. Jak się tak pod nim siądzie, to tak jakby olbrzym spoglądał z wysokości.
Razu pewnego wybraliśmy się do Pork Pit z kolegą męża. I akurat usiedliśmy sobie pod tym drzewem. Tak się złożyło, że miałam wtedy przy sobie aparat, a to drzewo mnie naprawdę fascynowało. Wyciągnęłam więc aparat i zaczęłam się przymierzać, jak tu temu olbrzymowi zrobić zdjęcie, gdy wtem mąż do mnie: ‘ nie rób mu zdjęcia’.

‘Dlaczego, właściciel lokalu sobie nie życzy?, udaję głupią.
Tego nie wiem’, mówi mąż, ‘ale …one duppy ina it…..w tym drzewie mieszka duch’.
Myślę sobie – pewnie tak mi mówi żebym sobie dała spokój, bo ja bez przerwy i wszędzie zdjęcia chcę robić. Kolega chyba dostrzegł moje niedowierzanie, bo się dołączył i najpoważniej w świecie powiedział: ‘tak, w drzewach bawełnianych mieszkają duchy’.

Dwaj inżynierowie, i takie przesądy….csss. Wymierzyłam okiem aparatu w drzewo. Panowie zrobili co do nich należało – ostrzegli i dalej najspokojniej kontynuowali konsumpcję kurczaka w pikantnej przyprawie jerk.
A ja zdjęcie cyknęłam i odłożyłam aparat na stół. I wtem…..bam. Gałąź wylądowała koło mnie na stole.
‘A widzisz….a nie mówiłem?’, podsumował mąż.

Wiedziona dawnym wspomnieniem, kolejnemu drzewu bawełnianemu (Cotton Tree)  zrobiłam zdjęcie już z bezpieczniejszej odległości.

Cotton Tree w Cranbrook River Park

DOMY

Z trzech domów plantatorów jakie zwiedziłam, dwa zamieszkują duchy.
Greenwood Great House ma ducha nieszkodliwego.

Tzw ‚duppy corner’, czyli kącik duchów, w Greenwood Great House

Poprostu sobie jest, uchwycony na starej fotografii. Właściwie to duch rodzaju żeńskiego, bo to pokojówka czy też gosposia. Pewnie coś się nałożyło przy wywoływaniu i taki toto duch.
Przynajmniej teraz dom plantatora ma o jedną atrakcję turystyczną więcej.

Do Greenwood Great House wiedzie bardzo wertepiasta droga

Domem, który całą swoją współczesną atrakcyjność zawdzięcza białej damie jest Rose Hall Great House w Montego Bay.

Podobno duch byłej właścicielki pojawia się nadal na włościach, które to dogląda na wierzchowcu. Cały dom to jedno wielkie miejsce zbrodni. Mężowie i kochankowie Annie Palmer ginęli mordowani na różne sposoby w sypialniach i na terenie posesji.

pokój Annie Palmer

Filigranowa plantatorka siała postrach wśród swych niewolników za sprawą czarnej magii, którą to sztukę opanowała na Haiti przed swym przybyciem na Jamajkę.
Przemoc, tortury, nienawiść i strach…. to wszystko było chlebem powszednim plantacji zanim doszło do tragicznego końca. Doczesne szczątki niesławnej Annie złożono w skromnym, acz masywnym betonowym grobie nieopodal domu. Jej ducha beton się nie ima, więc się błąka po polach golfowych.

Zdecydowana większość przedmiotów znajdujących się w domu to albo rekonstrukcje oryginalnych mebli albo ocalałe transplanty z innych domów. Jednym z nielicznych rzeczy, które zachowały się od czasów Annie jest lustro, znajdujące się w jej pokoju. I podobno czasem turyści robiący w tym pomieszczeniu zdjęcia, po wywołaniu fotografii widzą jakiś mleczno mglisty cień w owym lustrze….. czyżby to Annie?

‚słynne’ lustro Annie (zdj. robiłam pod słońce)

Całkiem niedawno Rose Hall Great House odwiedziła ekipa łowców duchów z amerykańskiego kanału Travel Channel. Robili pomiary i czuli paranormalną obecność 🙂

A cała historia o Annie Palmer i Rose Hall to gotowy scenariusz. Powstał już wyprodukowany lokalnie musical i sztuka teatralna. Teraz trwają przymiarki do wyprodukowania filmu na bazie dawnych wydarzeń na plantacji w Rose Hall.

Oba miejsca zdecydowanie warto odwiedzić!!

Ja, dawno temu, w Rose Hall…..a za mną jakaś dziwna poświata…. hmmm

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: