Napisane przez: annajamaica | Sierpień 16, 2012

Obchody rocznicowe

obiecana relacja z obchodów rocznicowych.

Zaczęto świętować już 29 lipca. I tak codziennie aż do 6 sierpnia. Zwięczeniem obchodów miała być, jak co roku podczas Dnia Niepodległości, tzw. Grand Gala. Ze względu na okrągłą 50-tą rocznicę spodziewano się, że Gala będzie naprawdę GRAND. Ale… po kolei.

Od 29 lipca do 1 sierpnia w Parku Wyzwolenia miały miejsce imprezy związane z Dniem Wyzwolenia. Wieczorami w parku odbywały się koncerty, a 1 sierpnia przez cały dzień coś się w parku działo.

1 sierpnia rozpoczęły się także oficjalne obchody rocznicowe, z zasięgiem ogólnokrajowym.
W Kingston imprezy koncentrowały się na terenie Stadionu Narodowego.

Program imprez można było znaleźć w tym oto ładnie wydanym i poręcznym przewodniku.

Gdy natrafiłam na ten przewodnik w jednym ze sklepików z pamiątkami przy Devon House, wzięłam ze stosu przy kasie dwa egzemplarze. Dawali za darmo. Szata graficzna zapewniała jasność i przejrzystość zawartych w przewodniku informacji. Była nawet mapka z opisem co i gdzie się znajduje. Szok, jaka organizacja !

Jednak gdy zobaczyłam ten skądinąd ładny i przydatny program, naszła mnie myśl czy aby przypadkiem pewien minister nie skorzystał finansowo na wydrukowaniu tychże programów.
Nie tak dawno prasa doniosła przecież o dyspensie na rządowe kontrakty dla dwóch ministrów. Jeden z nich, minister turystyki ma online system bukowania lokalnych hoteli, a drugi – minister ds. samorządów terytorialnych jest właścicielem ni mniej ni więcej tylko firmy graficzno-drukarskiej.
http://www.jamaicaobserver.com/news/Junior-ministers-granted-exemptions-to-get-Gov-t-contracts_11990346

Istniały obawy, że całe przedsięwzięcie spłynie do rynsztoka zsabotowane przez Ernesta. Początkowa prognoza głosiła, że tropikalna burza Ernesto liźnie południową część wyspy w nocy z niedzieli na poniedziałek (z 5 na 6 sierpnia). Miałam w planach odwiedzić stadion w niedzielę, bo na ten dzień przewidziane były koncerty wykonawców reggae.
Takie miałam plany. No a plany po to są, żeby nieprzewidziane przypadki losowe je zmieniły.
A było tak…

Całkiem niespodziewanie w piątek około 17:00 dzwoni do mnie Szwagierka nr2, że o 17:30 po mnie przyjedzie jeśli chcę zobaczyć co takiego na tym Stadionie przygotowali. Zostawiła mi mało czasu, jak to ona ma w zwyczaju, na to by się przygotować, a tu gary na palnikach, ja głodna i się lepię cała, bo przecież gorąc taki przez tego Ernesta ( tak zawsze jest jak się zbiera na huragan). No ale podobne okazje piechotą nie chodzą tzn. oferta Szwagierki nr2, bo mąż już dawno mi zapowiedział, że on na żadne obchody nie ma absolutnie najmniejszego zamiaru iść, bo impreza darmowa i lud nie będzie się umiał zachować. Wytargowałam u Szwagierki dodatkowe pół godziny.

Więc ja jak ten huragan, wyładowałam jedzenie na talerze, wszamałam i ze świstem pognałam się prysznicować. W rekorodowym tempie byłam gotowa o 17:30. Do godziny 18:00 zdążyłam się już na nowo spocić i wyszło tak jakbym wcale tego prysznicu nie brała.
Czas to na Jamajce pojęcie bardzo umowne. Przywitałam się ze Szwagierką o 18:40. No ale ona z małym dzieckiem, więc jest usprawiedliwiona. Tym razem niani nie było, za to był jej wujek wizytujący z USA. Ktoś wkońcu tę torbę z pieluchami i wodą nieść musiał. Ja byłam ciocią na gościnnych występach, więc czasem się zaopiekowałam kiedy mama przebierała kciukami na telefonie. Ta moja Szwagierka nr2 to postać. No ale miało być o obchodach rocznicowych.

Po tym jak wróciłam w piątek ze stadionu  mówię szanownemu małżonkowi, że było całkiem przyjemnie i że ja oczywiście nie namawiam, ale mógłby się w niedzielę ze mną wybrać. O dziwo, zgodził się.

Połączę wrażenia z obu dni, żeby nie było za długo 🙂 .

Wyszło na to, że w niedzielę nigdzie sie nie wybraliśmy, bo padało, raz mocniej raz słabiej. A nie uśmiechało nam się słuchać reggae pod parasolami. I tak było nieszkodliwie, bo burza tropikalna przeszła bokiem. Tyle tylko, że w sobotę około północy zaczęło mocniej wiać i grzmieć, potem lać. Wyłączyli prąd.

Mieszkamy w takiej odległości od Stadionu, że na piechotę za daleko, ale na tyle blisko by słyszeć co się tam dzieje. W sobotę były zawody drużynowe w tańcu do jamajskiej muzyki. Wygrała ekipa z Japonii. To wiem z gazety.
W niedzielę nie było wiadomo czy na stadionie coś się dzieje, byćmoże dlatego że deszcz wszystko zagłuszał. Byłam zawiedziona.

W poniedziałek, Dzień Niepodległości, chmury jeszcze wisiały, ale już nie padało. Zaopatrzeni, na wszelki wypadek w parasole, postanowiliśmy jednak na ten stadion się wybrać.

Na stadion nie można było sobie ot tak pojechać autem. Wszystko by się w mig zakorkowało. Komunikacja miejska przydzieliła specjalne autobusy, które kursowały od wyznaczonych parkingów do stadionu i spowrotem.

Jak ten system działał.
W piątek, Szwagierka nr2 wybrała parking jaki znajdował się niedaleko mojego domu (Lady Musgrave Rd). Na miejscu był ktoś kto wskazał gdzie auto postawić. Jeden z autobusów funkcjonował jako kasa biletowa. Drugi powoli się zapełniał. W piątek wg.programu miały być występy wykonawców Gospel więc tłumów nie było.
Bilet w cenie JMD 200 od osoby był dwustronny, do okazania przy jeździe powrotnej.

A tu jak to wyglądało w poniedziałek.

Z piątkowego parkingu skorzystać nie mogliśmy, bo był zarezerwowany dla uczestników Gali. Zdecydowaliśmy się na parking przygotowany w jednostce wojskowej. Parking był ogromny, podzielony na kilka stref. Dystrybucja biletów przebiegła szybko i sprawnie. Pani bileterka podchodziła do kolejkowiczów z wydrukowanymi biletami i pobierała opłatę; transakcja z ręki do ręki. Następnie zajmowało się miejsca w podstawionym autobusie. Gdy miejsca siedzące się zapełniły pan informował, że ci którym nie przeszkadza stanie mogą się ładować.
Z wojskowego parkingu autobus pojechał trasą przez Vinyard Town – to jedno z kingstońskich gett. Całkiem czyste i zadbane to getto. Tyle tylko że jakby biedniej. Niektóre domy były stare, ze śladami architektury kolonialnej. Dowiedziałam się od męża, że kiedyś dawno temu, to była zacna i zamożna dzielnica.

Po dotarciu na miejsce, poszliśmy za tłumem w stronę bramek kontrolnych, gdzie sprawdzono zawartość mojej torby, męża obklepano w okolicach talii. Chyba też mieli wykrywacze metali. Szwagierce w piątek nawet do torby z pieluchami zajrzeli.

No i znowu za tłumem do bramy głównej.

Nad wszystkim czuwała  oddelegowana  policja.

W piątek, gdy byłam ze szwagierką, nie widziałam straganów ‘odpustowych’,

bo przyszliśmy za późno i ta część już była zamknięta. Za to widzieliśmy jedną szkolną orkiestrę jak przygotowywała się do występu.

Przygotowania miały miejsce przed budynkiem, w którym zazwyczaj odbywają się różnego rodzaju wystawy, expo, wiece polityczne. Po tym jak się napatrzyliśmy na orkiestrę, weszliśmy do środka. Po wejściu wpadłam w objęcia ‘moich dziewczyn’, które hostessowały w jednym ze stoisk.

po lewej Sadida, po prawej Sydia

W ramach obchodów rocznicowych we wnętrzu wydzielono też strefę gdzie odbywały się dyskusje, każdego dnia na inny temat. W piątek trafiliśmy na końcówkę prezentacji nt. historii jamajskiej muzyki.

A stoiska były przygotowane przez różne firmy. Nie wiem jaki miał być tego cel, bo ludzie głównie tylko przechodzili, nie zatrzymywali się. Za wyjątkiem stoiska Jamajskiej Izby Turystycznej, ale to dlatego, że tam mieli ładną modelkę w stroju ludowym.

Jednym z ciekawszych stoisk było stoisko z Marleyową kawą. Zapach kusił, cena zniechęcała.

Mały przelicznik, szybka kalkulacja przesądziła, że zamiast kubka kawy za JMD 300 wolimy obiad za tę samą cenę.

Jamajka to naród nietrunkowy.

Mimo, iż piwo tanio sprzedawali. Z tego ustrojstwa kubek piwa kosztował JMD 100.

Zamiast wypić wolą zjeść.

Do szewskiej pasji doprowadzały mnie vuvuzele. I to dorośli w nie duli. No nic tylko odwinąć się z bekhendu. Podobno ktoś na World Cup w 2010 zamówił cały kontener tego dziadostwa i tak to dalej krąży.

W poniedziałek frekwencja była wysoka. Większość czekała na otwarcie bram na płytę stadionu, gdzie miała się odbyć Grand Gala. W międzyczasie na scenie głównej pojawiali się artyści, ci sami którzy wystąpić mieli w niedzielę. W związku z opadami niedzielny koncert przesunięto na poniedziałek. 🙂

Znaleźliśmy sobie miejsce przy stoiskach z jedzeniem. Wzięliśmy po piwie, ja wzięłam damską wersję

i słuchaliśmy sobie muzy z sound systemu, bo występy przerwano.

Na Jamajce mało jaka impreza zaczyna się o czasie. Grand Gala rozpoczęła się z godzinnym poślizgiem o 18:30. My mogliśmy obserwować to co się działo na płycie stadionu z rozstawionych telebimów, ale nam się nie chciało, bo zazwyczaj  ta gala to nudy jak nie wiem. Mieliśmy nadzieję, że Gala Galą dla tych, którzy mieli bilety, a dla pozostałych koncert reggae. Ale nie.
Pokręciliśmy się jeszcze trochę i udaliśmy się w drogę powrotną.
Gala transmitowana była w tv. Wszystko oczywiście zagłuszały vuvuzele. A cała gala to taki quasi-zsynchronizowany kiczowaty show, radosna twórczość. Wszystko skończyło się serią sztucznych ogni, wartych chyba grube miliony, bo od huku o mało nam szyby w oknach nie poszły.

Po tym wznowiono koncert. Włączyłam ponownie tv, na scenę wszedł jeden z moich ulubionych artystów Yellow Man i zanucił jedną z moich ulubionych piosenek ‘Zungu zungu guzungu zeng’..…… co z tego. Zagłuszony został przez vuvuzele.
No tak, jaka impreza taka publika. Koncert darmowy.

Reklamy

Responses

  1. Jamajka…. zazdroszcze 😀 ten kraj kojarzy mi się z radością, śpiewem i uśmiechniętymi ludźmi 🙂 z ciekawością przejrzę cały blog 😀

    • Witam i serdecznie zapraszam. Będę do Ciebie zaglądać 🙂

  2. super post, fajny ten twoj blog 🙂 zachecam cdo jak najczestszych wpisow, a moze w lutym uda nam sie spotkac 🙂 pozdrawiam z upalnej szwajcarii .)

    • 🙂 No muszę sobie tę zachętę wziąć bardziej do serca i faktycznie częściej pisać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: