Napisane przez: annajamaica | Sierpień 5, 2012

Dzień Wyzwolenia

Kontrowersyjna rzeźba stojąca przed bramą główną parku w New Kingston jest symbolem wyzwolenia, odrodzenia i nowego początku.
Czarne posągi nagich (co stanowi ów kontrowersyjny element) kobiety i mężczyzny wyłaniają się z wody jak Nike z morskiej piany, i spoglądają ku niebu – w przyszłość.

Wspominam Emancipation Park nieprzypadkowo. Na 1 sierpnia przypada  jamajskie Święto Państwowe, Dzień Wyzwolenia (Emancipation Day). Niewolnictwo zniesiono dekretem królowej Wiktorii, które weszło w życie o północy 1 sierpnia 1838 roku.
Po uzyskaniu niepodległości przez Jamajkę w roku 1962, Święto Wyzwolenia połączono ze Świętem Niepodległości w jedno (‘emancipendence’), obchodzone 6 sierpnia.
Jednak począwszy od roku 1997 powrócono do dawnej tradycji, rozdzielono te dwa święta. I tym oto sposobem Jamajka ma dwa dni wolnego 1-szego i 6-go sierpnia.
Powrót  Emancipation Day do kalendarza jamajskich świąt państwowych jak również samo powstanie Parku są wynikiem politycznych rozgrywek, wyborczego mydlenia oczu. No ale co ja się będę w politykę bawić.

Emancipation Park jest nieźle położone, w sercu New Kingston. Park ma muszlę koncertową i sporo miejsca przed sceną, gdzie można ustawić krzesła podczas koncertów, występów.

Wokół parku wiedzie mini trasa dla biegaczy. Jest fontanna, są ławeczki i trawniki, drzewka dające cień – choć jak na mój gust to tych drzew mogłoby być więcej, bo jak w południe słońce przygrzeje to nie ma za bardzo gdzie się schować.
I rzecz najważniejsza,  której projektanci najwyraźniej nie wzięli pod uwagę, to brak parkingu. Naprzeciw parku jest grilownia i lodziarnia a także mini karuzela dla dzieci, więc jak się ludzi najdzie, nawet gdy nie ma żadnego iventu w parku to i tak jest problem ze znalezieniem miejsca do parkowania. A parkuje się wzdłuż ulicy, i to parkowanie  bardziej przypomina polowanie i zawody w tym kto ma szybszy refleks, czy ja czy inni kierowcy. Kiedy zauważy się jak jakiś samochód zwalnia miejsce, trzeba szybko się wepchać żeby konkurent nie ubiegł.
Takie zjawisko niestety zrodziło nową grupę ‘pracowniczą’ – ‘pomagaczy w parkowaniu’. Za wskazanie i pokierowanie w wolne miejsce oraz ewentualne podpowiedzi typu ‘w lewo, cofaj cofaj, równaj teraz’ – chcą napiwków ( no nie no nie no).

parkuje się wzdłuz drogi dojazdowej do innej posesji

W tym roku park obchodzi dziesięciolecie istnienia. Uroczyste obchody rocznicowe połączono z obchodami pięćdziesieciolecia uzyskania niepodległości. Dlatego wszystko odbywa się z większą niż zwykle pompą. Bo imprezy nadal trwają, w różnych lokalizacjach na terenie całej wyspy. I tak aż do momentu kulminacyjnego, 6 sierpnia na stadionie narodowym gdzie ma mieć miejsce ‘Grand Gala’. O ile zbliżający się (jeszcze nie) huragan Ernesto nie pokrzyżuje planów.

‘Mój’ dzień wyzwolenia zaczął się dosyć wcześnie, bo o 2 nad ranem. Sąsiadka wybrała się na randkę i albo kluczy zapomniała, albo pozostawiony w domu wczesno-nastoletni syn zamknął drzwi na jakiś skobel i poszedł spać. I sąsiadka została pod drzwiami. Dojrzewający młodzian ma sen iście kamienny, bo kobieta dobijała się do mieszkania chyba przez godzinę. Dodrzemałam do pory śniadaniowej.

Gdzieś tak po 9 słyszę coś. Coś jakby miarowe ‘bum’…..i znowu ….’bum’ dobiegające z ulicy. Gdy to ‘bum’ stało się głośniejsze, usłyszałam też jakieś śpiewy. Wyjrzałam przez okno. Poprzez czubki palm i płot dojrzałam powiewające flagi rastafariańskie. Grupka Rastafarian maszerowała, konwojowana przez jeden wóz policyjny. Za maszerującymi i śpiewającymi jechała odkryta ciężarówka, na której byli bębniarze. Za ciężarówką jechał busik wypełniony Rastamanami. ‘Ach, no przecież dzisiaj dzień wyzwolenia jest’, wyjaśniłam sobie.
Oni zawsze maszerują w ten dzień. Niosą list-petycję do premiera, w którym stoi, że chcą repatriacji do Afryki. I tak się składa, że ich trasa zawsze wiedzie ulicą, na której mieszkam. Więc przechodzą sobie tak każdego roku przed ‘moją’ bramą. W tym roku jakąś słabiutką frekwencję mieli. Rok temu było na co popatrzeć, więcej ich szło.

Niedługo po tym zadzwonił telefon. Dzwoniła szwagierka z zapytaniem czy bym się z nią do parku nie wybrała. Odparłam, że jak najbardziej. Szwagierek mam dwie. Szwagierka nr 1 to siostra męża, szwagierka nr 2 to żona brata męża. Na telefonie była szwagierka numer dwa.
Wystroiłam się w jamajskie ciuchy, spakowałam piknikowo: parasolka, ręcznik żeby było na czym usiąść gdy zachce nam się cienia i  woda. Gorąc był nieziemski od samego rana. Szwagierka nr.2 spakowała siebie, synka i nianię i w południe po mnie wpadła. (tak, szwagierka nr 2 ma nianię 🙂 , ‘burżujka’)

Gdy już wreszcie znaleźliśmy się w parku, tłumów nie było.
Było kilka straganów z czymśtam.
Oczywiście była sekcja z jedzeniem, bo bez tego żadna impreza tu się odbyć nie może.

stragany z jedzeniem. Widok na jeden ‚od kuchni’

No i były występy grup tanecznych, wokalnych i bębniarzy (tych zawsze lubię najbardziej)

Początkowo popisy artystyczne odbywały się przed nieliczną widownią.

zachowałam się niekulturalnie i zdjęcie zrobiłam pani z ukrycia

Po jakimś czasie miejsc siedzących zabrakło.

Były i atrakcje, jak się okazuje nie tylko dla dzieci:

w tle ludzie na popasie. My też taki sobie urządziliśmy

W przerwie między występami, przez park, w stronę muszli koncertowej, przemaszerowała skuta w łańcuchy grupka białych, z jakiejś międzynarodowej organizacji, której członkowie przeprosili za grzech niewolnictwa popełniony przez ich przodków.
http://www.jamaicaobserver.com/columns/Slavery-apology-comes-to-Trench-Town

Mniej więcej kwadrans po 3-ciej popołudniu zwinęliśmy się, bo napędziło chmur kłębiastych i zaczęło grzmieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: