Napisane przez: annajamaica | Maj 11, 2012

Czego nie lubię na Jamajce

Nie wszystko mi się tu podoba. Zresztą, nie ma chyba takiego miejsca na ziemi gdzie wszystko byłoby idealne.
Do rzeczy, które mnie tutaj irytują albo za którymi nie przepadam poprostu się przyzwyczaiłam. Trzeba przyjąć, że to część kolorytu goszczącego kraju i nie ma wyjścia, należy nauczyć się z tym żyć.Oto kilka z nich:

1. Insekty/Owady
Są wszędobylskie. W kraju tropikalnym ich towarzystwo jest nieuniknione. (Dobrze wtedy gdy dom nawiedza jakaś jaszczurka, która wyżera intruzów.)

Zawsze czułam do owadów odrazę. Na Jamajce jednak odkryłam, że cierpię na pewną fobię. Karaluchofobię. I od tego insektu zacznę (błe).

Moja fobia ujawniła się pewnego pięknego poranka w nowym mieszkaniu w MoBay….
(dzień wcześniej):
Wprowadzając się, mąż zwrócił moja uwagę na pozostawiony przez poprzednich lokatorów spray owadobójczy. ‘Ania, mamy tu karaluchy’. Więc nie pozostało mi nic innego jak użyć owego sprayu. Przed pójściem spać wypsikałam kuchnię, zamknęłam drzwi żebyśmy się nie podusili i poszliśmy spać.
Na drugi dzień rano zobaczyłam żniwo mojej akcji. Trzy trupy. Takie dorodne. Leżały na odwłokach. Tutaj karaluchy mogą osiągnąć długość pięciu-sześciu centymetrów ! ! Wzięłam szufelkę, zmiotłam jednego… o boże, co się działo potem. Okazało się, że karaluch nie tak do końca został unicestwiony. Jedynie porażony gazem ze sprayu, wpadał w paraliż, powolną śmierć. Karaluch poruszył odnóżami w odruchu ucieczki, gdy go dotknęłam szczotką. Zareagowałam prawie klasycznie, jak kobiety w kreskówkach na widok myszy. Miewałam po tym zdarzeniu długo koszmary 🙂
Kolejne szokujące odkrycie! Karaluchy potrafią latać ! Przekonałam się o tym kilkakrotnie, wieczorową porą siedząc przy otwartym oknie. Wniosek- zamykać okna wieczorem, bo różne dziadostwo pcha się do światła.

Mrówki.
Różnego rozmiaru i koloru. Maleńkie jak pyłek. Albo faraonki, tudzież nieco większe i czarne, albo olbrzymie i czerwone. Te ostatnie spotyka się raczej na wsi. Trzy pierwsze mogą przywędrować do mieszkania. Mrówkowe pielgrzymki do mieszkań odbywają się na kilka dni przed wielkim deszczem. Całkiem to pewny ‘barometr’ muszę przyznać. Gdy zauważę ich zwiększoną obecność, szczególnie w kuchni, wiem, że za dzień lub dwa spadnie duży deszcz.
Mówiąc o kuchni i mrówkach. W kuchni nie można niczego ot tak sobie zostawić, mam na myśli produkt żywnościowy. Ba, nawet okruszka. Za kilka minut będą w tym mrówki. Większość produktów chowamy momentalnie do lodówki. Nawet takie, które w Polsce normalnie trzyma się w szafkach typu cukier, chleb, mąka.
(Na marginesie, w klimacie gorącym i wilgotnym produkty szybko się psują, dlatego nie wolno niczego za długo zostawić na stole, kuchence itd.)

Komary.
Ich liczebność oraz zajadłość wzrasta w porze deszczowej. Czy to dzień czy to noc, one są. Inteligentne bestie. Latają poniżej radarów. Nienamierzone gryzą stopy i łydki, szczególnie gdy się siedzi przy biurku i klika na kompie. Mąż wyrobił sobie przez nie tik nerwowy; siedząc, w równych odstępach czasu przytupuje, by odgonić potencjalnych krwiopijców.
Ja w domu staram się ubierać w coś długiego – spodnie albo długą spódnicę, żeby osłonić nogi przed ugryzieniami. W ekstremalnych przypadkach zakładam nawet skarpetki 🙂
Nobel dla wynalazcy moskitiery! Według mnie to nieoceniony i nieodzowny element wyposażenia mieszkania na Jamajce. A uważać trzeba. Komary przenoszą choroby: malarię i gorączkę Dengue.

Te trzy rodzaje insektów najbardziej dają mi się we znaki. Ma się rozumieć, występują tu jeszcze inne dziwnie wyglądające owady, ale są mi one bardziej lub mniej obojętne.

2. Chleb
Na pytanie za czym tęsknię najbardziej z Polski. Odpowiadam: za chlebem. Tutejszy chleb to głównie chleb tostowy, taki…gniotowaty. Nie robi się tu chleba na zakwasie, który daje twardą chrupiącą skórkę. Jem, bo innego nie ma. No chyba, że kupię francuskie lub włoskie pieczywo w specjalnej kawiarnio/piekarni za niemałe pieniądze.
Dobry chleb podają gościom w hotelach sieci Riu. Nie lubię hotelowych molochów, ale muszę przyznać,  w Riu dobrze karmią. W ramach pracy reprezentanta, gdy odwiedzałam gości ulokowanych w jednym z hoteli tej sieci, wyjeżdżałam z domu dużo wcześniej żeby załapać się na hotelowe śniadanie 🙂 .

3. Gazeta
Codziennie sprawdzam wiadomości w lokalnej gazecie Jamaica Observer. Odwiedzam jej wersję elektroniczną. Lubię ją. Od czasu do czasu kupuję niedzielne wydanie Jamaica Gleaner. Do czytania tej gazety zakładam rękawiczki jednorazowe. Po lekturze gazety dłonie mam tak czarne jakbym ręcznie węgiel przerzucała.
Zawartość Gleaner’a to w  ¼ artykuły, a na pozostałe ¾  składają się ogłoszenia i reklamy.
Jeśli mam polecać – zdecydowanie Observer !

Jamaica Gleaner

4. Gotowane kluski
Owe kluski to nic innego jak mąka i woda. Są twarde i bez smaku. Jednak Jamajczycy się nimi zajadają. Kilka lat zajęło mi przełamanie się do tych klusek. Jem tylko te, które sama ulepię. Doprawię odpowiednio. Nie są wtedy jak kamienie.

5. Recykling
A właściwie to jego brak. Żal mi tej pięknej wyspy, że tak ją zaśmiecamy, że nie ma przemysłu odzysku. Segregacja śmieci tu nie istnieje. Ja wrzucam wszystko jak leci do jednego worka.
Chociaż na małą skalę, sieć hoteli Sandals propaguje recykling. Mają swoją lokalną oczyszczalnię ścieków, resztki z posiłków są przerabiane albo na kompost albo przekazywane hodowcom świń, propagują oszczędność prądu i papieru.

6. Żebractwo/ bezdomność
To przede wszystkim fenomen stolicy. Żebranie najbardziej kłuje w oczy w soboty, bo ludzie masowo jadą na zakupy. Na najruchliwszych skrzyżowaniach są bandy wyrostków bądź dorosłych mężczyzn żebrzących wprost albo próbujących zarobić myciem szyb. Co ja wtedy robię? Drzwi zawsze blokuję zaraz po tym jak wsiadam. Więc gdy dojeżdżam do dużych skrzyżowań gdzie wiem, że mogę się ich spodziewać -jedynie zasuwam szyby. Staram się nie nawiązać kontaktu wzrokowego – to może ich zachęcić. Jeśli już podejdą i chcą umyć szybę, to kiwam głową na nie, do tego jeszcze sygnalizuję dłonią, że sobie nie życzę. Jeśli to zignorują i umyją, a ja nie chcę im rzucić groszem – albo po prostu nie mam drobniaków pod ręką, to niektórzy nic sobie z tego nie robią i odchodzą, ale inni klną. A niech sobie klną.
Niektórzy z owych wyrostków wyglądają już jak kryminaliści.
Bezdomni w Kingston, z tego co słyszałam, to przeważnie narkomani. Natknąć się na nich można na Knutsford Boulevard. Czasem też natknąć się można na jakiegoś szaleńca.
Strasznie było mi tych ludzi żal na początku. Ale musiałam stać się gruboskórna.

7. Przestępczość
Jamajka znajduje się w niechlubnej czołówce państw o wysokiej przestępczości ciężkiej jak zabójstwa, napady z bronią, handel narkotykami, gangi.
Przestępczość jest moim zdaniem jednym z głównych hamulców rozwoju kraju, blokuje  szersze inwestycje, spowalnia konsumpcję. Wpływa na ogólne poczucie zagrożenia i ograniczone zaufanie do drugiego człowieka. Ogranicza wolność poruszania się. W pewne miejsca lepiej się nie zapuszczać jeśli życie miłe. Ulice, dzielnice Kingston, Spanish Town, Portmore bywają pod kontrolą rywalizujących gangów. Dochodzi między nimi jak i policją do zbrojnych konfrontacji. Specyfiką jamajskiej przestępczości jest jej nieprzewidywalność. Lepiej unikać punktów zapalnych, by nie znaleźć się w niewłaściwym czasie na niewłaściwym miejscu.


Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: