Napisane przez: annajamaica | Kwiecień 16, 2012

Ganja- prawda i mity.

Niuch niuch. A cóż to za dziwny jakiś zapach. Nawet przyjemny, ale jak tak wdycham przez pewien czas to wydaje się taki jakby lekko mdławy.
– ‘Ty, co to tak czuć?’, pytam męża.
– ‘Ah, to ganja’, odpowiada mąż. ‚Pewnie sąsiad z dołu zapalił’.
– ‘O?’, na to ja.
– ‘Zamykaj szybko okna’, nerwowo zarządził mąż.
– ‘No wiesz! przecież gorąco jest’, protestuję.
Sam ruszył do okien. Zanim dotarł, zaczął siarczyście kichać. Tego dnia dowiedziałam się czegoś nowego o swoim mężu, tego że on- rodowity Jamajczyk, ma alergię na trawę… marihuanę znaczy się.
Burzy to niejako mit powielany przez wielu, a mianowicie, że każdy Jamajczyk to palacz ziela. Rozczaruję dalej. Wielu Jamajczyków postrzega palenie marihuany jako coś negatywnego. Nikt w rodzinie męża, ani żaden z jego znajomych i przyjaciół nie pali.
No ale skądś te stereotypy mimo wszystko się biorą.
Oto wynik moich obserwacji oraz zasłyszanych historii, anegdot i faktów:
Przykład opisany we wstępie to mój najczęstszy kontakt z ganją. Marihuanę się czuje, ale się jej nie widzi, tzn. palącego. Było nie było, jest to narkotyk, a narkotyki na Jamajce, w co może trudno wielu uwierzyć, są nielegalne.
No ale skoro marihuana jest nielegalna, to jak to się dzieje, że jest tak stostunkowo łatwo dostępna. I podobno jakościowo najlepsza, jak zwierzali mi się rosyjscy turyści.

Krzaczuszek marihuany

Dotarła na Jamajkę wraz z tanią siłą roboczą napływającą z Indii w XIX wieku. Również jej hinduska nazwa się tu przyjęła, ganja.
Ganja jest częścią rastafariańskich obrzędów religijnych, pomaga dotrzeć do wewnętrznego ‘ja’. Rastafarianie mogą palić otwarcie nie narażając się stróżom prawa. Razu pewnego przejeżdżając przez ciasne uliczki downtown MoBay widziałam  Rastę opartego o ścianę sklepu i ćmiącego skręta, oraz stojącego obok niego policjanta, który nic sobie z tego faktu nie robił.
Nie wrzucajmy jednak wszystkich do jednego worka. Słynny poeta jamajski Rastafarianin Mutabaruka jest, jak sam się wyraził ‘żywym przykładem na to, że nie każdy Rasta pali, tak samo jak nie każdy kto ma dredy jest Rasta’.

Niedawno, w okresie ferii wielkanocnych, wybraliśmy się z mężem odwiedzić jego rodziców mieszkających na północnym wybrzeżu. Wracając do domu w śmigusa mijały nas z naprzeciwka nadjeżdżające busy, busiki i autokary pełne ludzi. Wszystko to zmierzało na plaże. Z otwartych okien dobiegała muzyka i śmiechy, ulatniał się silny zapach marihuany. Komentarz męża: ‘wow, wyobrażasz sobie, jakby policja zatrzymała i przeszukała każdy bus, ile ganji by znaleźli?’

Co jeszcze usłyszałam od męża. A to np., że na jamajskich stadionach jest podział na sekcję zadaszoną i odkrytą. Nieoficjalnie sekcja niezadaszona to sekcja ganji, i przy odbywających się imprezach sportowych palą tam i podobno nietrudno o zakup.
A także to, że pracujący przy wycinaniu trzciny cukrowej i budowlańcy palą trawkę, bo dzięki temu nie odczuwają tak dotkliwie upału.

A to jedna z moich ulubionych historii z marihuaną w roli głównej. Pewnego razu mój mąż podróżując musiał zwolnić, bo jadący przed nim samochód dziwnie się zachowywał, to zwalniał to znowu przyspieszał, zygzakował. Trudno i niebezpiecznie było go wyminąć. Wkońcu manewr się powiódł i z ciekawości mąż zerknął w bok, by spróbować dociec dlaczego to auto tak dziwnie jechało, pijany jakiś kierowca czy dziadek jakiś za kierownicą. Podobno nie bardzo było widać kto siedział w środku, tak było nadymione. Dojrzał czterech gostków w środku i wszyscy palili. Nieźle…

Podobno swego czasu słynna była wpadka Buju Banton’a. Policja ścigała jakiegoś rzezimieszka, który w czasie ucieczki wparował na posesję Buju, w krzaki jakieś wleciał na tyłach posesji. Co się okazało, ścigany, przez przypadek naprowadził policję na krzewy marihuany. Buju odpowiadał z posiadania i hodowli. Tłumaczył się tym, że ganja potrzebna jest do obrządków rastafariańskich, a tak wogóle, to wina ogrodnika, który siał i nie orał kiedy jego samego w kraju długo nie było bo promował płytę. Policja tej wersji chyba nie kupiła. A jak było faktycznie to sam Buju tylko wie. Ironia losu, teraz siedzi w więzieniu amerykańskim za próbę kupna sporej ilości kokainy.

Za posiadanie małych ilości marihuany, typu skręt, policja nie powinna robić problemu (co oczywiście zależy od policjanta), chociaż może to zostać wykorzystane jako pretekst do aresztu, gdy podejrzewa się danego delikwenta o poważniejsze wykroczenie, tudzież grube przestępstwo, jak to miało miejsce w przypadku Vybz’a Kartel’a. (Toczy się właśnie proces, w którym oskarżony jest o morderstwo.)

W rezortach turyści bywają nagabywani, czy aby nie chcą czasem kupić skręta. Odbywa się to dosyć dyskretnie, jak i sama transakcja w przypadku odpowiedzi twierdzącej zagadniętego turysty.

Wyspę co jakiś czas obiegają wiadomości o sukcesach policji w udaremnieniu przemytu, wycince lub paleniu znalezionych gdzieś w głębi wyspy plantacji, o zatrzymaniu przez straż przybrzeżną łódek z towarem.
Czasem towar nie doleci do USA tylko runie z powrotem na ziemię, jak w roku 2009, http://jamaica-gleaner.com/gleaner/20090804/lead/lead1.html

Jamajka jest znana światowym organom i oddziałom do spraw narkotyków. Przez Jamajkę przebiega szlak przemytniczy. http://www.jamaicaobserver.com/news/US-Coast-Guard-makes-nearly-two-ton-Caribbean-coke-bust
Podobno fakt wprowadzenia wiz do UK dla obywateli Jamajki to sankcje za przemyt. Tu znowu mam zasłyszaną anegdotę o samolocie lecącym z Jamajki do Londynu, gdzie wszyscy przewozili ganję, łącznie z załogą.
Lotniska jamajskie teraz są zmodernizowane, ale dobrych kilka lat temu wyrywkowo brali pasażerów do kontroli walizek. Dwukrotnie było to i moim udziałem, pewnie dlatego że wydałam się podejrzana podróżując sama. Na polecenie policjantki musiałam otworzyć walizkę, wyładować rzeczy, rozpakować prezenty.
Innym razem, zamiast opalenizny i kupy prezentów, wiozłam siebie z warkoczykami. To wzbudziło podejrzenie. Zostałam zatrzymana przez dwójkę funkcjonariuszy, którzy zadawali mi pytania typu: co tu robiłam, a dlaczego tak długo ( to jak jeszcze nie miałam prawa pobytu tylko wizę), czy lubię pić, czy lubię palić. Nadziwić się nie mogłam, skąd te pytania. Po powrocie z odwiedzin w Polsce, szwagierka mnie oświeciła, gdy opowiedziałam jej o moich przejściach na lotnisku w Kingston. Powiedziała mi, że Jamajczycy przemycają ganję we włosach. Wplatają jakoś w warkoczki czy dredy, a kobiety zawijają w koki. I wszystko jasne.

Ok, to na razie tyle o ganji. Idę przemyć twarz ‘hemp soap’- mydłem z łodyg marihuany…

Reklamy

Responses

  1. Ruskie prawde mowia 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: