Napisane przez: annajamaica | Lipiec 21, 2010

The Jolly Boys w Red Bones Blues Cafe

The Jolly Boys to kapela naturszczyków z Port Antonio, malowniczego miasteczka leżącego na północnym wschodzie wyspy. Grupa istnieje na jamajskim rynku muzycznym od ponad sześćdziesięciu lat. ‘Odkryci’ w latach 80’ rozpoczęli międzynarodową karierę koncertując w wielu krajach świata i stając się dzięki temu najbardziej rozpoznawalną grupą mento.

Mento jest muzycznym praprzodkiem takich znanych nurtów jak ska, rocksteady i reggae. Styl ten narodził się pod koniec XIX w. na terenach wiejskich gdzie muzycy przygrywali na wykonanych amatorsko instrumentach. Teksty utworów mento odzwierciedlały bieżące kwestie natury społecznej oraz poruszały, z dużą dawką humoru i przymrużeniem oka, tematy tabu.
Mento ma w sobie typową dla Jamajki, nie tylko muzyczną, surowość i mocny rytmiczny bit.

Jon Baker i Mark Jones producenci ze studia nagrań GeeJam postanowili na nowo wskrzesić Mento, nadając mu młode, nowoczesne brzmienie. Dobrze znane wielu pokoleniom Jamajczyków utwory mento rozbrzmiewają w nowych aranżacjach a popularnym kompozycjom kultury masowej nadano mento tembr dzięki typowym dla tego żanru instrumentom jak banjo, marakesom i pudłu rumba.

Współpraca młodych producentów i muzyków z weteranami mento dała efekt w postaci albumu zatytułowanemu ‘Great Expectation’ i trasy koncerowej po Europie.
Oficjalna premiera płyty oraz inauguracja trasy koncertowej miała miejsce 3 lipca podczas występu The Jolly Boys na żywo w Red Bones Blues Cafe w Kingston.


Red Bones Cafe to ustronie dla miłośników sztuki, poezji i muzyki odmiennej niż wszechobecne reggae czy dancehall. Red Bones mieści się w budynku w stylu kolonialnym, który niegdyś służył jako dom mieszkalny. Dawna sypialnia  to obecnie oryginalnie zaprojektowany i udekorowany bar, którego ściany pokryte są muzycznymi instrumentami a sufit płytami winylowymi. Restauracja znajduje się w salonie, wymalowanym ciepłymi odcieniami słońca i moreli oraz wypełnionego zdjęciami sławnych jazzmanów.

Właścicielami lokalu są nowojorczycy Betsy i Evan Williams, którzy ponad trzydzieści lat temu zakotwiczyli w Kingston.  Połączyli oni umiejętnie sztukę kulinarną z szeroko rozumianą sztuką wysoką dla wyrafinowanych wielbicieli twórczości artystycznej.

Nie mogło być zatem lepszego miejsca nad Red Bones Cafe dla rozpoczęcia światowego tournee grupy The Jolly Boys.

I ja tam byłam miód i wino piłam…zostałam zaproszona przez studio GeeJam na premierowy występ kapeli.
Godzina rozpoczęcia koncertu jaka widniała na inwitacji: 19:00. Oficjalny plakat głosił: godz.20:00.
Wiedzeni jamajską tradycją niepunktualności dotarliśmy z mężem na miejsce o godz.19:45. Tłum gęstniał wraz ze zbliżaniem się godziny 21:00, wtedy też zaroiło sie na scenie.
Muszę powiedzieć, że trochę dziwnie się czułam w Red Bones Cafe a to z tego względu, że nigdy przedtem nie byłam w miejscu, które zgromadziłoby tak dużą liczbę białych Jamajczyków. Nie da się ukryć, Red Bones to lokal dla elit.
Niezrażeni opóźnieniem w programie imprezy, sączyliśmy rum z colą i chłonęliśmy atmosferę podekscytowanego oczekiwania. W powietrzu unosił się zapach smażonego na oliwie z oliwek czosnku i owoców morza dobywający się z restauracji oraz zapach gdzieś ukradkiem palonej trawki.
Gdy na scenę zaczęto wnosić instrumenty jak również regulować oświetlenie wiadomym się stało, że za chwilę zaczną grać…
Powolnym krokiem, co niektórzy i chwiejnym, leciwa kapela zajęła miejsce na scenie. The Jolly Boys w komplecie, jest banjo i bębny, rumba box, marakesy i gitara. Gitarzystą jest lider zespołu, charyzmatyczny i, ze słyszalnymi i widzialnymi brakami w uzębieniu, Albert Minott. Ale jakaż w tych starszych panach drzemie energia. Dwaj stojący przy mikrofonach panowie gibko się poruszają w rytm muzyki, Albert przytupuje, truchta, tańczy, łatwo nawiązuje kontakt z publicznością. A widownia wcale nie jest bierna. Zebrani w Red Bones śpiewają lub nucą znane im melodie, kołyszą się albo wręcz tańczą do granego rytmu mento…
Publiczność stanowiły w znacznej większości osoby w wieku dojrzałym. Wszycy jednak, niezależnie od wieku dali się ponieść niepowtarzalnemu klimatowi miejsca, muzyki i oczywiście kapeli.
Dobrze, że obok mnie siedział mąż; był moim tłumaczem. Albertowi brakuje zębów w górnej szczęce co znacznie utrudniło mi zrozumienie śpiewanych dialektem tekstów piosenek. Na dodatek teksty najeżone były odnośnikami i metaforami.

Pierwsza część koncertu obejmowała stare, tradycyjne utwory mento. Po krótkiej przerwie, zmianie instrumentów i garderoby, na scenie pojawiło się jedynie trzech muzyków oryginalnej kapeli, oraz młoda krew w postaci perkusisty, gitarzysty i banjo. Zabrzmiał ‘Rehab’ Amy Whinehouse. Ten utwór nadał rytm dalszym interpretacjom i sprawił, że publiczność nie chciała dać grupie opuścić sceny.
Wróżę, że The Jolly Boys odbędzie bardzo pomyślną trasę koncertową w Europie.

http://jollyboysmusic.com/

Reklamy

Responses

  1. Polecam http://www.youtube.com/watch?v=XOwl-bMfIkc 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: