Napisane przez: annajamaica | Kwiecień 2, 2010

Dzień Sportu

Teraz już wiem skąd się biorą na Jamajce takie atletyczne talenty i dlaczego Jamajka odnosi na polu lekkiej atletyki spektakularne międzynarodowe sukcesy.
A wszystko zaczyna się już w żłobku i przedszkolu. Każda placówka oświatowa organizuje tutaj Dzień Sportu, który jest wielkim wydarzeniem dla wszystkich związanych w jakimś stopniu z daną szkołą, czy przedszkolem. Wyczyny małych uczestników tego wydarzenia śledzą nie tylko rodzice ale i dziadkowie i wszyscy możliwi krewni, którzy zdołają w ten dzień przyjechać do szkoły. To wzmaga ducha współzawodnictwa u dzieci oraz poczucie pełnienia misji u rodziców.

W piątek, 26 marca uczestniczyłam w dniu sportu mojego małego siostrzeńca.
Na trawniku przed przedszkolem wyznaczono linię startową. Za linią mety znajdował się mały namiot, gdzie mieścił się minibar z zakąskami oraz miejsce dla konferansjera. Te dwa składniki to nieodzowne elementy niemal każdej imprezy na Jamajce, a mianowicie: jedzenie i muzyka.


Wszystko zaczęło się wspólną modlitwą. Rodzice oraz grupy dzieci zebrały się w holu przedszkola, by wspólnie zanieść prośby i podziękowania do Najwyższego. Najstarsza grupa dzieci przyjęła właściwą postawę do modlitwy, wypełniając doskonale polocenia swojej Pani- zamknęły oczy, pochyliły głowy i złożyły rączki.
Po tym nastąpiła modlitwa w formie dziecięcych piosenek w stylu naszego ‚kto stworzył mrugające gwiazdki’… Do tej śpiewnej i zabawnej modlitwy przyłączyli się oczywiście wszyscy zgromadzeni dorośli. Cały hol wesołości, radości, śmiechu i ‚modlenia’ się całym ciałem.


Następnie każda grupa wiekowa grzecznie i sprawnie opuściła budynek. Każda opiekunka poprowadziła swoją trzódkę na wcześniej wyznaczone dla danej grupy miejsce.
Zaczęło się. Pierwsza na lini startowej pojawiła się grupa najmłodszych. Chyba roczniaki. Niktóre maluchy wyglądały jakby całkiem niedawno nauczyły się chodzić. Niektóre ciężko przeżywały odłączenie od ramienia niani. Płacze protestu na prośby ‚biegu’ do mety, gdzie kłębili się rodzice i krewni z aparatami, były świetnie słyszalne.
Biegi podzielone były na grupy wiekowe oraz na grupy chłopców i dziewczynek. Konferansjer zapowiadał kolejne biegi oraz wygłaszał z właściwym dla tej roli entuzjazmem imiona zwycięzców poszczególnych rund. Każde dziecko, nieważne z którą lokatą ukończyło bieg, było na mecie traktowane jak bohater. Uściskom, objęciom, podrzucaniom i całusom nie było końca. Dzieci promieniały szczęściem. Całą imprezę traktowały jak zabawę. Wszystkie z szerokimi uśmiechami na twarzach i radością biegły do mety, lądując w objęciach rodzica.
A rodzice…o rany, takich kibiców w życiu nie widziałam. Nie tylko zresztą rodzicom, ale i wszystkim obecnym udzielała się ta radosna atmosfera. Jak to kibice, pokrzykiwali dopingująco zagrzewając do ‚boju’ swoje dzieci, wnuki, kuzynki, rodzeństwo…
Było kilka sytuacji, które szczególnie utkwiły mi w pamięci.
A choćby jak jeden z uczestników biegu nagle zatrzymał się w połowie pokonanego dystansu i zaczął się ciekawie rozglądać dookoła dłubiąc w nosie i drapiąc się w tyłek. Obserwował jak inni go mijają a wszyscy dorośli coś krzyczą do niego i machają w jego kierunku. Błogo kontynuował nic nie robiąc sobie z tego co działo się wokół.
Albo drugi bieg z przeszkodami w grupie trzylatków. Pierwszy wygrał mój siostrzeniec- musiałam się pochwalić. Wracając jednak do sławnego biegu nr 2 z przeszkodami. Tak na marginesie to przeszkodą był masywny plastikowy rowerek, który zawodnik popychał biegnąc za nim. W trakcie biegu dwóch zawodników, skupionych acz radosnych, ze wzrokiem na rowerku, doświadczyło kolizji w wyniku której jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności wyplątując siebie i rowerki znaleźli się twarzą w stronę startu a nie mety. Dla nich to najwyraźniej nie stanowiło różnicy, bo z równym zaangażowaniem jak wcześniej, zamiast do mety, pognali z powrotem na linię startu.
Jamajka to mały kraj. Każdy każdego zna, niemalże. Nie istnieje tu coś takiego jak kult celebryt. Bardzo często, szczególnie w Kingston można natknąć się na kogoś sławnego. Jamajczycy traktują te sławne osoby prawie jak powietrze. Czasem uprzejmie pozdrowią, jak zrobiliby to w przypadku każdej innej zwykłej osoby. Mówię o tym nie przypadkiem bowiem do przedszkola mojego siostrzeńca uczęszcza również syn prezentera pogody wiadomości głównych jamajskiego kanału TVJ. Nikt nie zwracał na pana prezentera specjalnej uwagi. Ot poprostu był jednym z rodziców, którego pracą jest pojawianie się w telewizji. Jego żona jednak  chyba bardziej odczuwa ‚brzemię’ sławy. W biegu, w którym od początku prowadził mój siostrzeniec, jej syn dobiegł do mety prawie na równi ze zwycięzcą. Jednak dla niej, jej syn to kolejne wcielenie Usaina Bolta, więc drugi być nie mógł. Wynik biegu według niej był dyskusyjny. Ależ moja szwagierka miała minę! ‚Gdyby wzrok mógł zabijać’… Bieg powtórzono. Nie pamiętam kto za drugim razem wygrał. Mój siostrzeniec dobiegł jako drugi- zaczął się w trakcie rozglądać, i to go zgubiło. Podejrzewam, że odtąd stacja TVJ straci jeden punkt oglądalności. Jestem prawie pewna, że szwagierka na prognozie pogody przełączy telewizor na inny kanał.

W czasie kiedy zapisuję te słowa (sobota 27 marzec) trwają mistrzostwa szkół średnich Jamajki w lekkiej atletyce. Mieszkam niedaleko stadionu, więc słyszę odgłosy kibicowania, trąbek, zapowiedzi mistrza ceremonii. Telewizja przeprowadza ze stadionu w Kingston, wypełnionego po brzegi, transmisję na żywo. Imprezę obserwują łowcy talentów, zarówno lokalni jak i zagraniczni, szczególnie z USA.
Sport, a zwłaszcza dyscypliny biegowe lekkiej atletyki to na Jamajce bardzo ważna część narodowej tożsamości.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: