Napisane przez: annajamaica | Marzec 31, 2010

Wycieczka do Lucea

Podążam pieszo na stację autobusów w Mobay. Wybieram się do Lucea. Maszeruję dziarsko. Co jakiś czas rozlega się odgłos klaksonu, tak pozdrawiają mnie miejscowi kierowcy. Nieliczni mijani przechodnie również mnie pozdrawiają. Widzę ich lekko zdziwione spojrzenia. Pewnie się zastanawiają co ta biała robi na chodniku, na turystkę nie wygląda, a miejscowi biali przecież przemieszczają się w samochodach.
Stacja autobusowa wita mnie niewielkim gwarem rozmów, muzyki i okrzyków nawoływaczy. Tym sposobem ogłaszają dokąd za niedługo odjedzie busik i by potencjalni pasażerowie się pospieszyli.
Naganiaczom zależy, by do pojazdu napchali jak najwięcej osób. Na mój widok pewnie się cieszą, bo wyglądam jak pół normalnej osoby, a kasują mnie za jedną. Taką chudą jak ja można łatwo przyplaszczyć do szyby czy sąsiada i dołożyć kolejnego pasażera.
Gdy wsiadam do busiku, jest on tylko w połowie zapełniony. Po wcześniejszych zwrotach grzecznościowych sadowię się obok jednej pani, ani chudej ani grubej, na fotel dwuosobowy. Co jakiś czas dochodzą kolejni pasażerowie. Jeden z nich to jakiś dziadzio bez zębów. Upływ lat pomieszał mu chyba lekko rozum, bo non stop coś gaworzy, ale przez braki w uzębieniu trudno było mi go zrozumieć. Dziadek wraca do domu z zakupem- nowiuśką maczetą owiniętą w gazetę i obwiązaną sznurkiem.
Wśród pasażerów widzę matki z dziećmi, młode kobiety, kilku mężczyzn w tym jednego pracownika hotelu- ubrany był w hotelowy uniform.
Ja zbyt szybko zaczynam się cieszyć, że mimo wszystko podróż będzie dosyć komfortowa, że nie będę siedziała ściśnięta jak sardynka w puszce. Ale do autobusu zbliża się starsza kobieta z paką na głowie i dwoma wiaderkami farby w rękach. Całe szczęscie, że chuda. Rozłożyła dodatkowy fotelik obok mojego siedzenia. Już mieliśmy ruszać, gdy w ostatnim momencie dosiada się kobieta. O nie, i to jaka. Próbuje usiąść na brzegu siodełka obok chudej starszej pani, po której prawej stronie jestem ja. Naganiacz pasażerów sprawnie przeprowadził akcję ścieśniania, i oto siedzę jak farsz kanapki, między dwoma kobietami, ściśnięta niemiłosiernie.  Gabaryty ostatniej pasażerki w normalnych warunkach pewnie zajęłyby cały dwuosobowy fotel, na którym siedziałyśmy my trzy normalnych rozmiarów kobiety. Drzwi się zasunęły, busik ruszył.
Dziadzio nadaje. Najwyraźniej dużo mnie omija, bo współpasażerowie co chwila reagują na dziadka wywody, czy to śmiechem czy też, łagodnie ujmując, prośbami o ciszę. Starsza kobieta siedząca obok mnie ćoś mamrocze, czasem gwarą do mnie powie:’jakiż on niewychowany’, albo odwróci się w stronę dziadka i fuknie by siedział cicho. Z radia sączy się muzyka, na szczęście przyzwoita, a kierowca prowadzi z dobrą prędkością. Z jaką konkretnie tego nie wiem, bo siedząc za kierowcą mogłam łatwo obserwować deskę rozdzielczą. Wskazówka prędkościomierza pozostawała zawsze na dole skali, nie ruszała się. Ale ważne, że ruszyliśmy z punktu A i podążamy do punktu B.
Po przejechaniu krótkiego dystansu zauważam, że pojazdy nadjeżdżające sygnalizują, iż niedaleko czyha policja. Kierowca przedsięwział wszelkie środki ostrożności: zwolnił, zapiął pasy, sciszył radio. Są, widzę ich. Zatrzymali kilka samochodów, przeprowadzają rutynową kontrolę. Nad całością akcji czuwa policjant w pełnym rynsztunku, jak członek brygady antyterrorystycznej, mierzy z kałacha czy innego muszkietu.
Pierwszy przystanek. Z busiku gramoli się potężna pani. Ja się cieszę, że płuca moje odzyskają normalną pojemność, rozprostowałam się. No nieeee, na miejsce grubej pasażerki siada jeszcze grubsza, na kolana sadza synka. Znowu jedziemy.
W stronę kierowcy co chwila wędruje gotówka. To pasażerowie zajmujący tylne siedzenia przesyłają opłatę. Pewnie gdzieś po drodze będą wyskakiwać. Cały utarg kierowcy widać jak na dłoni. Dosłownie. Banknoty trzyma między palcem wskazującym a środkowym lewej dłoni trzymającej niedbale kierownicę. Pieniądze w żadnym stopniu nie utrudniają prowadzenia pojazdu.
Szczęśliwe, bez żadnych incydentów docieram na miejsce. Po wysiadce płacę kierowcy…

Lucea

A teraz kilka informacji na temat miasteczka Lucea. (Miasteczka na Jamajce są często wielkości polskich wiosek).
Lucea jest stolicą dystryktu administracyjnego zwanego Hanover. Miasteczko pojawia się w oficjalnych kronikach w XVIII wieku. Do obiektów historycznych zalicza się: Fort Charles, gdzie kiedyś stacjonowali żołnierze brytyjscy, Wieża zegarowa, Kościół Anglikański. Lucea leży w połowie drogi między Montego Bay a Negril. Tutaj kręcono kilka scen do komedii ‚Cool Runnings’ czyli po polsku ‚Reggae na Lodzie’.

Lucea

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: