Napisane przez: annajamaica | Marzec 29, 2010

Pralnia cz.2

Sytuacja z wodą w Kingston jest coraz gorsza. Przedłużająca się susza wyczerpuje zapasy wody więc stolica objęta jest programem ograniczającym jej zużycie. Oznacza to znaczne przerwy w dostawach, a w perspektywie gorące dnie bez orzeźwiającego krótkiego prysznicu. Każdy w stolicy musiał się przystosować do takiego stanu rzeczy.
Ja wstaję o 5:30, sprzątam, gotuję, biorę prysznic. Muszę zdążyć do godz. 8:00, bo wtedy główny kurek jest zakręcany. Woda z rur pocieknie dopiero po godzinie 18:00.

Bywało tak, że kiedy u nas w mieszkaniu wody nie było, albo ciśnienie było bardzo niskie, pralnia nie odnotowywała żadnej różnicy. Ale raz, odeszłam z kwitkiem. Brak wody.

Nie chcę znowu jechać po nic, więc kolejnym razem dzwonię do pralni, by upewnić się, że interes jest otwarty. Jak najbardziej. No to jadę. Ładuję znowu cały brudny dobytek do samochodu i wio.

Wchodzę do środka, po czym następuje zwyczajowa wymiana uprzejmości- ‚dzień dobry’- ‚dzień dobry’- ‚jak się dzisiaj mamy?’- ‚ a dziękuję nienajgorzej’-‚ super’. Dopiero po tym mogę przejść do rzeczy- ‚to co zwykle, dwie pralki poproszę’. Jedna z pracownic wskazuje na pralkę nr 1 oraz numer 5. Wkładam ubrania do jednej, następnie do drugiej pralki. Zamykam drzwiczki, do specjalnych pojemników sypię proszek. Czas na żetony. Podchodzę do pani i płacę za nie. Podchodzę następnie do pralki nr 1, wrzucam żeton, który wprawia pralkę w ruch. Podchodzę do pralki nr 5, powtarzam czynność, tyle że w tym wypadku pralka ani drgnie. Czekam chwilę, czarownym wzrokiem wpatruję się w okrągłe okienko pralki. Dalej nic. Przypomniawszy sobie zaobserwowaną w takim przypadku procedurę, energicznie przyciskam kilkakrotnie guzik, który spowodować miałby wyplucie żetonu. Dalsza czynność wprawiania opornej pralki w ruch obejmuje silne uderzenia w cyferblat oraz pokrywę pralki. Ja jednak wolałam samowolnie do tego etapu nie przechodzić, a tylko zawołałam w stronę pracownicy pralni- ‚nie działa, gdzie mam walnąć?’ Znajoma Pani Albinos niespiesznym krokiem podeszła do problematycznej maszyny. Powtórzyła wszystkie czynności, które uprzednio wykonałam ja, dodatkowo sprawdzając tylko czy abym na pewno domknęła drzwiczki pralki. Wszystko gra. Łup łup łup, pralka dalej nic. Pani Albinos poszła do jakiegoś kąta, w którym muszą znajdować się jakieś magiczne guziki, bo nagle pralka obok, pralka nr 4 zaczęła pobierać wodę i obracać wirnikiem. A ta wypchana moimi brudnymi ciuchami, jak stała w bezruchu tak stoi. Pani, przepraszającym tonem, stwierdziła- ‚nie działa, przeładuj do innej pralki’. ‚No problem’-oczywiście. Przełożyłam ciuchy. Całe szczęście, że nie wyrzuciłam opakowania po proszku. Zanurzam dłoń w pojemniku pralki i garściami wybieram proszek wykładając go na opakowanie. Chwytając za oba końce opakowania, jak kartkę papieru na której coś jest, proszek przetranstportowuję do pojemnika sprawnej pralki. Wrzucam żeton, ha, działa.
Zmywam z ręki proszek, który do niej przylgnął i czekam aż pralki skończą cykl siedząc w tym samym miejscu co zwykle. Mam dostęp do starych gazet, a odwracając głowę mogę obserwować pana od kokosów. Dzisiaj ma naprawdę kokosowy interes. Nawet nie zdąrzyłam dobrze nacieszyć się perspektywą konsumpcji wody kokosowej i kokoswej galaretki po skończonym praniu a kokoman zaczął zwijać kram. Solidnym łańcuchem zabezpieczył lodówkę na wózku, który popchnął w stronę jezdni. Dla niego to koniec dniówki, a dopiero po 9:00.
Przy stoliku obok siedzą panie z obsługi. O czymś rozprawiają, a wiadomo, że nie gada się najlepiej ‚o suchym pysku’, toteż popijają sobie coś i przegryzają. Ładnie pachnie to ich jedzenie, pachnie jak obiad. Chociaż to ciągle pora śniadaniowa. Ciekawe co mają na później, skoro już teraz  jedzą obiad. W to wszystko wcina się irytujący odgłos dzwonka telefonu. Panie nic sobie z tego nie robią. Któraś z nich musiałaby wstać i przejść spory kawałek do lady, na której stał telefon. W najlepsze rozmawiają i pochłaniają. Ja najwyraźniej miałam szczęście, bo się dodzwoniłam. Widocznie wtedy jedna z pań była akurat w pobliżu aparatu.
Pralki doprały. Wyciągam mokre ubrania i układam w koszu. Gdy dotrę do domu to je rozwieszę. Gotowa, żegnam się uprzejmie z paniami. Do następnej wizyty…

Pralnia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: