Napisane przez: annajamaica | Luty 17, 2014

Walentynki

– ‚Wiesz, nie zauważyłem żeby kobiety tutaj w ten dzień miały na sobie coś czerwonego czy różowego. Na Jamajce w Walentyki kobiety zakładają na siebie coś w tych kolorach’ –  wtrącił mąż.

O?, na to ja. ‚Serio?‚, trochę nie dowierzam.

‚Y-hy, yah mon’, na to on.

‚Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi’, odpowiedziałam w duchu przeklinając siebie za gapiostwo.

Ale dla mnie Walentynki to komercja więc chyba podświadomie się wyłączam na to ‚święto’ i jego marketingowe zakusy. Co na pewno zauważałam to wzmożony ruch ulicznej sprzedaży detalicznej na skrzyżowaniu Trafalgar, Waterloo i Hope Road w Kingston. W ten dzień zawsze bardziej uwijali się goście sprzedający róże na sztuki.

na Hope Road

na Hope Road

I jeszcze jedno, ‚przyzakładowa’ cukiernio-kawiarnia sprzedawała okolicznościowe pakieciki mini serniczków, o czym pisałam tu.

W tym roku naoglądałam się komedii romantycznych, że się wyrażę, do zerzygania. No i nie obyło się bez jamajskiego akcentu. Puścili na którymś z kanałów ‚Meet Joe Black’ gdzie Brad Pitt mówi po jamajsku.

Napisane przez: annajamaica | Luty 11, 2014

Jamajka też jest Happy

Po prostu MUSZĘ się tym podzielić.

Jak zwykle gdy idzie o bycie na bieżąco z portalami społecznościowymi, jestem w tyle. Z fejsa wszechmogącego spłynęła na mnie łaska poznania tego, co zdaje się już być silnym wirusem, który zdążył zainfekować sieć. I jak wcale ale to wcale nie ciekawiło mnie ujrzenie różnych wersji Gangnam style czy Harlem shake, tak podkusiło mnie by kliknąć na wideo zainspirowane utworem i teledyskiem Pharella Williamsa ‚Happy’. To chyba dlatego, że zarówno sam utwór – niesamowicie wpadający w ucho- jak i teledysk bardzo lubię.

Postanowiłam na jutubie sprawdzić, czy i jakie inne wersje tego utworu istnieją, czy Polska też ‚jest happy’. No i zalała mnie fala podobnych filmików choć twierdzę, że inne wersje nie umywają się do tej jamajskiej. Zobaczcie sami.

Napisane przez: annajamaica | Luty 10, 2014

Podsumowanie roku 2013

Lubię o sobie myśleć jako o osobie niepodatnej na przesądy, ale nie wiem…. nie wiem… trzynastka chyba jednak jest pechowa. Minął rok 2013. Taki sobie, ale oglądać się za siebie nie ma co, trzeba przeć do przodu. Z 2014 wiążę większe nadzieje.

A co tam panie w polityce, to jest chciałam powiedzieć, co tam na Jamajce? No właśnie, co wydarzyło się na Jamajce w 2013? W skrócie, podsumujmy.

Stara prawda. Ludzie chcą chleba i igrzysk. W mechanizmach państwowych zaczyna coś zgrzytać gdy brakuje jednego albo drugiego. Jednak jest takie miejsce na ziemi gdzie to się nie sprawdza. Jamajka wyraźnie odstaje od tej normy…

‚…chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…’ w niektórych miejscach na Jamajce, zwłaszcza w ubogich dzielnicach stolicy, chleb sprzedawany jest na kromki.

Sytuacja ekonomiczna Jamajki nie napawa optymizmem. W kasie centralnej pusto. Brać już za bardzo też nie ma skąd. Nie ma z czego. Takie ekstremalne sytuacje wymagają pomysłowości geniusza.

Geniuszy na Jamajce ci dostatek. Na szczęście ktoś tam w rządzie wpadł na genialny pomysł, by opodatkować właścicieli wózków drewnianych, które służą do obwoźnego handlu np. grilowanymi orzeszkami ziemnymi. (Takie wózki są nieocenione w stolicy podczas popołudniowych godzin szczytu, gdy tkwi się w korkach. Niektóre wózki wyposażone są w gwizdki parowe. Te gwizdki podobno są tylko tak dla parady, może taka egzotyczna forma reklamy, ale działa – zwracają uwagę. No i jak się stoi w korku, to czasem dla samego zabicia czasu te orzeszki się kupi. … Dygresja, jak mam w zwyczaju).

 

wozek1

 Podatek od wózków. 

Jakoś w końcu trzeba było załatać dziurę w budżecie po tym jak sobie uchwalili ulgi i zwolnienia z podatku dla sprowadzonych luksusowych pojazdów dla ‚rządowych dygnitarzy’. Ktoś kto to wymyślił musi być doprawdy wybitnym matematykiem. Pytlik orzeszków ziemnych taki rasta sprzeda niechby już i za 100 jamajskich dolarów, to ileż dziennie on zarobi i jeszcze potem z tego musi odprowadzić podatek ?(niby jednorazowy w wysokości JMD 3000, ale chodzi o zasadę) A taki SUV wart jest co najmniej kilka jamajskich milionów. Jakoś mi się to nijak nie zgadza, ale ja też nigdy dobra z matmy nie byłam. Wyższa matemytka, li i jedynie.

Ale to wszystko dzieje się z woli i w imię narodu. Rząd kocha swój lud, który jak dziateczki tuli się do swojej Mamy Portii, czyli pani premier. Sloganem rządzącej partii jest ‚my kochamy biednych’, więc, jak często czytuję w prasowych komentarzach, robią wszystko aby ci biedni nadal ich kochali. Utrzymują ich w biedzie i powiększają oną gromadkę. Inflacja galopuje, kurs dolara leci na łeb na szyję. (Dla przykładu, gdy wyjeżdżaliśmy kurs jamajskiego dolara w stosunku do funta wynosił 146jmd – 1gbp, a obecnie wysoni: 177jmd – 1gbp). I jakoś nic, żadna rewolucja się nie szykuje, mimo iż chleba brak – dosłownie i w przenośni. Podobno do tego stopnia, że biedny lud głodujący zaczyna zjadać krokodyle.

krokodyl1

 Chociaż w tym akurat wypadku istnieją trzy teorie.

1. Primo.

Teoria pierwsza za przyczynę zwiększonego odłowu gada wini biedę. Łatwiej upolować niż coś kupić do zjedzenia. (Jednak tu znów na marginesie zauważam, iż kradzieże kóz są nagminne, bo dostać można za nie niezły grosz i mieszczą się do taksówki, więc łatwo się z łupem można przemieścić).

crocodile cartoon
źródło: Jamaica Observer

 2. Secundo.

Teoria druga głosi, że to wyższe sfery w swej degrengoladzie już nie wiedzą jak i czym umilić sobie czas wolny, więc ktoś wpadł na pomysł krokodylich orgii (niby że krokodyle mięso to męski afrodyzjak). Mam tu na myśli orgie kulinarne przy akompaniamencie muzycznym. Czyli krótko mówiąc utrzymana w sekrecie impreza z jedzeniem, tyle że zamiast ‚jerk pork’ jest ‚jerk crocodile’.

(zainteresowanych odsyłam do artykułu)

3. Terzio.

Trzecia teoria, i ta najbardziej do mnie przemawia, mówi że to wina nienasyconego apetytu Chińczyków. A wiadomo, Chińczyk zje wszystko. I mam tu na myśli prawdziwych Chińczyków a nie tych jamajskich osiadłych na wyspie z dziada pradziada.

Populacja nowoprzyjezdnych z państwa środka znacznie wzrosła na przestrzeni ostatnich kilku lat za przyczyną tzw. ‚kontraktów budowlanych’; a to jakiś most, a to szosa. Jakby do tego faktycznie potrzebna była tylko i wyłącznie chińska siła robocza. Ale o tym zadecodywano dawno i na najwyższym szczeblu, łapówki pewnie już dawno przejedzone. A najazd chińskich hord Jamajkę dopiero czeka, dzięki sprzedanej wysepce pt. Goat Island, do niedawna będącej rezerwatem przyrody. Podobno największy jamajski hotelarz Butch Stewart od zawsze ostrzył na wyspę zęby i musiał obejść się smakiem. A Chińczycy coś musieli rządowi obiecać, bo mimo protestów, Goat Island ma nowego właściciela. I tym sposobem Jamajka kupiła sobie nowego sąsiada. Przyszłość pokaże jak ułożą się sąsiedzkie stosunki.

Przez długi czas w pozytywnym uniesieniu utrzymywała naród jamajska…Chinka, Tessanne Chin (poprawdzie jednak płynie w jej żyłach krew biała, czarna i chińska). Wzięła ona udział w piątej edycji amerykańskiego show The Voice of America, i go wygrała. Od pierwszego jej występu nastał istny szał i tessannomania. Zaczęło się od, słynnego już, wyrażenia ”bread & butter”, jakiego Tessanne użyła w odpowiedzi na pytanie jednego z muzycznych kołczów czy zajmuje się śpiewem zawodowo. Na co odpowiedziała, że tak ‚to mój chleb powszedni’ – czyli ‚bread & butter’. A że wypowiedziała to z jamajskim akcentem, to tak się to wszystkim spodobało, że przedsiębiorczy Amerykanie zwąchali interes i wykorzystali hasło jako nadruk na koszulkach.

źródło: Jamaica Gleaner

źródło: Jamaica Gleaner

Wieść niesie, że Tessanne dostała się do programu dzięki kontaktom swojego obecnego menadżera, Shaggiego. Niech było jak chce, oby teraz jej kariera nabrała tempa i międzynarodowego zasięgu.

O innej Jamajce, która zaistniała za to w brytyjskich mediach, wspomniano jedynie w jamajskim Observerze. Faktycznie, gdybym miała porównać wokalne występy Tessanne do wyczynów w modelingu to ta ostatnia konkurencja wypadłaby blado. (Ale to przecież inna para kaloszy.)

Mowa o jamajskiej modelce Racquel Smith, która wystąpiła w brytyjskiej edycji programu The Face UK emitowanej przez stację telewizyjną Sky.

źródło: the Face UK

źródło: the Face UK

Spełnił się sen Racquel o pracy z Naomi Campbell.

 

Racquel, by dostać się do ścisłego grona kandydatek do programu, pokonała dziesięć tysięcy chętnych dziewczyn. Sam ten fakt już krzepi. W przeciwieństwie do Tessanne, Racquel konkursu nie wygrała, ale i tak zaszła daleko, odpadła w bodajże przedostatnim odcinku. Jednak to ona niezaprzeczalnie zrobiła show. Bez niej cały ten program byłby nudny (i tak nie był super ekscytujący, na dodatek podobno miał marne statystyki oglądalności). Racquel nie bała się wyrazić swojego zdania. No i oczywiście robiła to z uroczym jamajskim akcentem.

Racquel poznałam osobiście, na Jamajce, w ramach zobowiązań zawodowych. Nie będę tutaj wyjawiać sekretów z jej życia osobistego, a życiorys ma naprawdę ciekawy. Powiem tylko tyle, że zawsze była osobą zdeterminowaną, która wie czego chce. Takie nastawienie to dobra droga do sukcesu.

Ma się rozumieć ja na pierwszym planie, w tle po lewej, w żółto-wzorzystej kiecy i blond włosach - Racquel.

Ma się rozumieć ja na pierwszym planie, w tle po lewej, w żółto-wzorzystej kiecy i blond włosach – Racuel.

 Oto link do jej jamajskiego albumu a to do jej angielskiej agencji.

Ciało cierpi, ale dusza i serce się radują, pokrzepione sukcesem jamajskich dziewczyn. Szczególnie wygrana Tessanne okazała się prawdziwą odskocznią od problemów codzienności.

Muzyką i tańcem Jamajczycy ratują się od zawsze. Jednak obecnie to zatracanie się w imprezach przypomina taniec somnambuliczny. Ci, których dochody ledwo starczają na spłacenie samochodu i telefonu typu BB lub Iphone ,oczywiście z comiesięcznym abonamentem, po to by móc bywać i odpowiednio wyglądać przedłużają pobyt w domu rodziców lub biorą permanentne pożyczki. Bo bywanie na imprezach na Jamajce to nie jest jakieśtam byle wyjście. Włosy muszą być zrobione, paznokcie, makijaż, ciuch – na każdą imprezę inny, bo przecież cykają foty ci z portali społecznościowych, wstyd byłby gdyby przyłapali na dwóch różnych imprezach w tej samej kiecce. No i do tego dochodzą imprezy wielodniowe w ciągu lata, na które sprzedawane są karnety z grubym wyprzedzeniem. Wychodząc naprzeciw potrzebom dużej części jamajskiego społeczeństwa, jamajskie firmy pożyczkowe uruchomiły imprezowe chwilówki 

Ale i tak hitem roku 2013 według mnie okazała się zmiana kariery Asafy Powella (o którym pisałam tu). Zamienił bieżnię na wybieg! Pod swe skrzydła przyjęła go jamajska agencja Pulse. Będzie teraz uświetniał lokalne bankiety, bo na nic innego nie może liczyć dopóki świat nie zapomni o dopingu, choć na to liczyć nie ma co. Więc trzeba korzystać teraz z faktu, że mięśnie są i brać zlecenia wizerunkowe. Pierwszy krok na tym polu już uczynił wydając kalendarz na rok 2014, do nabycia w księgarniach na terenie Jamajki oraz online w cenie USD 25. Oto link do strony, gdyby ktoś chciał mieć Asafę na ścianie ukazującego sześciopak co miesiąc pod innym kątem:   http://www.iamasafa.com/2014calendar/

Większość Jamajczyków wierzy w bożą interwencję, prosząc o łaski, pomoc i cud redukcji zadłużenia i ukrócenia przestępczości. Nowy Rok 2014 religijni Jamajczycy przywitali na północnych nabożeństwach a reszta bawiąc się wedle zasobności portfela. Rząd napomniał obywateli do kulturalnego świętowania wydając zakaz salw bronią!

A rok olimpijski 2014 zaczął się wesoło dzięki bobsleistom, ale o tym kiedy indziej.

Czytaj dalej…

Napisane przez: annajamaica | Styczeń 29, 2014

Życzenia ze świata

Litanię imion rozpoczynają lekko spłoszone spojrzenia. To w lewo, to w prawo lub umykiem w podłogę. To wtedy gdy wzrok złowi oko kamery. Widz współodczuwa zażenowanie przypadkowego artysty-amatora. Wszystko przypomina marne, szkolne, słabo przećwiczone przedstawienie.

‚ Cześć. Tu Trisha z Birmingham, a to moja córeczka Lakatisha’, nieśmiało zaczyna korpulentna kobieta w średnim wieku.

W tym momencie dziecko, na oko trzyletnie, usłyszawszy swoje imię odwraca na moment głowę w stronę matki. Ale tylko na chwilę. Wraca spojrzeniem przed siebie. Nawet się nie wierci na kolanach rodzicielki. Może i jest jej wygodnie, wszak ma miękko siedząc na wydatnych udach matki. Obie za to siedzą poubierane tak jakby mieszkały blisko koła podbiegunowego a nie w centrum Wielkiej Brytanii. A siedzą sobie w towarzystwie choinki i tła w postaci reklamy jamajskiego banku JN – Jamaica National.

Trisha kontynuuje.

‚Pozdrawiam wujka Donovana w Trelawny, ciotkę Marshę w Black River i kuzynkę Beverly z Santa Cruz. Czeeeeeść mamo i tato. Pozdrawiam wszystkich z Matches Lane (Kingston). Pozdrawiam brata Rickarda, Damiana i Carltona, siostry Marcię i Lisę; siostrzenice i siostrzeńców, bratanice i bratanków: Javona, Travona, Omara, Shantelle, Shakilę, Patashę i Tanishę. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku’.

Oj wiele podobnych występów oglądaliśmy z mężem na kanale TVJ w okresie okołoświątecznym. Nabijaliśmy się z tego jak w ‚zimnych krajach’, typu Kanada, Jamajczycy siadali przed te kamery opatuleni jak nie wiem. A powyższa sytuacja to wariacja na temat.

Już mówię o co chodzi. Otóż chodzi o program ‚Greetings Across the World’ czyli tytułowe pozdrowienia ze świata.

Na czym program polega? Na tym, że niewielka jamajska ekipa filmowa odwiedza zakątki świata najliczniej zamieszkałe przez jamajską diasporę i filmuje świąteczne życzenia. Kręcić zaczynają już na początku października żeby zdąrzyć oblecieć: Kajmany, Stany – a tam zahaczyć o Florydę, Nowy York i nie wiem czy coś jeszcze, Toronto w Kanadzie i Wielką Brytanię – a tam zawsze kilka miast: Londyn, Birmingham, Leeds i kilka innych. Materiał muszą potem do świąt szybko zmontować.

Skąd wiadomo gdzie i kiedy będą? Doszłam do tego po małym śledztwie.

Najpierw uderzyłam do, wydawało mi się pewnego źródła, znajomego, który w tym programie jest operatorem/fotografem. Ale on już jest chyba zbyt sławny, bo nie przebiłam sie w tłoku jego ‚fejsowych’ znajomych w liczbie ponad tysiąca. Moje pytanie do niego o to kiedy będą w Ukeju przeszło bez echa.

gatwbehindthescenes6

ja,chantelle,tanisha,oliver

Tak więc zrobiłam sercz, i wyszło mi, że się spóźniłam o kilka dni – w Londynie już byli (a była to bodaj druga połowa października). Zazwyczaj, zaczynając nagrywania od Kajmanów i przesuwając się na północ do Ameryki a potem przez Ocean, na Anglii kończyli. Jak się okazało, rozkład nie zawsze jest ten sam.

Ale wracając do rzeczy. Zaczęłam szukać informacji. Najpierw natrafiłam na ‚prześwietną i niezwykle czytelną’ stronę internetową.

http://www.greetingsacrosstheworld.com/Home.html

Swoją drogą, całkiem sporo jamajskich stron internetowych nadal tak właśnie wygląda, układ i szata graficzna tkwią w latach 90-tych XX wieku.

Na stronie programu był odnośnik do strony banku JN więc kliknęłam. Dotarłam jakimś cudem do informacji o terminach nagrań w poszczególnych miastach Królestwa.

Gdy jakiś czas po tym ponownie rzuciłam siecią w internetową otchłań to znalazłam blog i fejsa programu,

http://greetingsacrosstheworld.blogspot.co.uk/p/contact-us.html

https://www.facebook.com/ILikeGreetingsAcrossTheWorld

gdzie informacje o nagraniach podawane są z wyprzedzeniem i na bieżąco. Heh a ja metaforycznie dojechałam do Warszawy przez Gdańsk. Nic to, ‚polubiwszy’ fejsa Greetings Across the World, będę teraz miała powiadomienia na czas i pod koniec tego roku dam się sfilmować. Jakby to powiedzieć po jamajsku ‚dis year nah go miss me’. No i przypomnę się ‚sławnemu’ koledze.

Myślę, że Greetings Across the World można zaliczyć do szeroko rozumianej jamajskiej tradycji i sposobów ochodzenia świąt Bożego Narodzenia. To tak a propos gdyby kiedyś ktoś pytał o jamajskie zwyczaje świąteczne.

A oto próbka tego jak takie pozdrowienia wyglądają. Zapraszam.

 

Older Posts »

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.